sobota, 22 stycznia 2011

Pojedynek na szosie

Dzisiaj recenzja filmu mocno odbiegającego tematyką i gatunkiem od filmów opisywanych do tej pory na moim blogu. Mowa o filmie "Pojedynek na szosie". Obraz będący debiutem reżyserskim Stevena Spielberga nie jest filmem, który zawierałby jakieś przesłanie natury filozoficznej, moralnej czy historycznej. Jest to kino akcji, ale nie tandetne jak jest to w przypadku większości współczesnych produkcji, ale kino w starym dobrym stylu, można by rzec klasyk. Film rzecz jasna posiada przesłanie, ale bardziej natury społecznej i dla jego zrozumienia nie potrzeba prowadzić jakiś wywodów filozoficzno - światopoglądowych, ideologicznych czy też etycznych, ale o tym szerzej nieco później.


Nakręcony w 1971 roku film został wyprodukowany na potrzeby telewizji a nie kina jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej dziwi fakt, że film planowany jako weekendowa, telewizyjna rozrywka okazał się tak dobrą produkcją. Ten niskobudżetowy obraz zebrał znakomite opinie wśród widzów, recenzentów oraz krytyków filmowych. Co złożyło się na sukces filmu? Na początek należy przybliżyć fabułę: David Mann wyjeżdża samochodem na spotkanie biznesowe, już pierwsze sceny doskonale pozwalają wczuć się w przyjemny nastrój podróży samochodem, widzimy obraz zza kierownicy, począwszy od wyjazdu sprzed domu, przez skrzyżowania w mieście, następnie przedmieścia i wjazd na autostradę, w tle brzmią komunikaty radiowe na temat sytuacji i natężenia ruchu na drogach. David spokojnie rozpoczyna drogę do celu swojej podróży, najpewniej ma głowę zaprzątniętą swoimi sprawami, nie może nawet przypuszczać, że już wkrótce kierowca pewnej ciężarówki stanie się głównym obiektem analizy jego kotłujących się myśli. Niespodziewanie, przyjemna podróż samochodem zmienia się w prawdziwy horror i walkę o przetrwanie. Tak pokrótce można zarysować fabułę filmu. Co najważniejsze fabuła nie jest historią niemożliwą czy nieprawdopodobną do zaistnienia, więcej, w świetle niecnych dokonań seryjnych morderców oraz słynnych psychopatów jest jak najbardziej wiarygodna. W tym momencie należy zwrócić uwagę na oczywiste przesłanie filmu, czyli niepewność tego co może cię spotkać, co złego może się tobie przytrafić, i nie mam tu na myśli wypadków losowych jak wypadki samochodowe czy wypadki podczas pracy będące wypadkową różnych czynników i błędów. Chodzi mi raczej o niecne intencje jakie mogą mieć wobec ciebie osoby trzecie. Wydaje mi się, że ludzie zwyczajnie lekceważą podstawy ostrożności w kontaktach z obcymi ludźmi, tymczasem intuicja nakazywałaby przynajmniej minimalną ostrożność, podejrzliwość czy wręcz rezerwę. Nie wiem skąd się to bierze, czy z braku wyobraźni, przekonania o niedorzeczności wystąpienia sytuacji zagrożenia, czy może ze zwykłego lekceważenia ostrzeżeń, czego najlepszym dowodem jest łamanie przepisów drogowych czy bagatelizowanie ostrzeżeń medialnych przed natężonym ruchem drogowym w okresie różnego rodzaju świąt, a co tu dopiero mówić o zagrożeniach o charakterze kryminalnym. Może się to wydać nadmierną ostrożnością, ale głośne sprawy kryminalne nie kłamią i dają jasny przekaz, zbytnia otwartość w kontaktach i obdarzanie obcych osób zaufaniem może zakończyć się tragicznie.


Warto również poruszyć temat wyboru przez prześladowcę swojej ofiary. Jak dowodzą różne badania kryminalistyczne wybór ofiary przez mordercę nie podlega żadnym z góry ustalonym regułom. Są to raczej wytworzone przez mordercę, indywidualne preferencje doboru ofiary oparte bądź na urojonych wyobrażeniach bądź wynikające z przypadku zaistniałej sytuacji. Choćby z takiego względu człowiek nigdy nie może być pewny czy nie stanie się obiektem przemocy ze strony jakiegoś zwichrowanego osobnika. Podobnie jest z filmowym bohaterem, którym jest zwyczajny mężczyzna w średnim wieku i który nie wiedząc czemu staje się celem kierującego ciężarówką maniaka. Ta zwyczajność filmowego bohatera również jest wielkim plusem, to właśnie on a nie niezwyciężony heros staje do walki o swoje życie. Takie przedstawienie sprawy przez Spilberga sprawia, że widz identyfikuje się z filmowym Davidem, który znalazł się w zupełnie ekstremalnej sytuacji, dodatkowo dzięki takiemu zabiegowi reżyser w łatwy sposób zaprzęga widza do odczuwania i przeżywania stanów emocjonalnych filmowego bohatera.



"Jak to nigdy nic nie wiadomo. Żyjesz w przekonaniu, że pewne rzeczy są niezmienne. Jak bezpieczna jazda autostradą, bez lęku, że ktoś próbuje cię zabić.
A potem zdarza się coś takiego, 20 minut, które burzy twoje życie. Pęka więź ze światem i wracamy do dżungli."


Film przez cały czas trzyma w napięciu, kierowca ciężarówki ani przez moment nie daje czasu na wytchnienie swojej ofierze, dodatkowo prowadzi przeciw Davidowi wyjątkowo perfidną grę psychologiczną prezentując tym samym niebywały sadyzm psychologiczny. Należy zaznaczyć, że dzięki zabiegowi Spilberga, który nie zdradza nam twarzy psychopatycznego kierowcy, film zyskał dużo na klimacie. Klimat w filmie buduje również dynamiczny montaż oraz doskonałe zdjęcia skupiające się na przebiegu pojedynku, emocjach rysujących się na twarzy Davida czy szczegółach ciężarówki będącej personifikacją prześladowcy. Recenzując film "Pojedynek na szosie" nie można zapominać o samochodach, których rola jest bardzo ważna. Obskurna ciężarówka to Peterbilt 281 z 1955 roku, natomiast samochód Davida to Plymouth Valiant należący do trzeciej generacji tego modelu, produkowanej w latach 1967-1973. Mimo, że Valiant nie należał do klasycznych muscle car'ów i był samochodem typowo rodzinnym, to mimo wszystko całkiem żwawe z niego auto.


Biblijna symbolika w filmie "Pojedynek na szosie"

Mało kto zwraca na to uwagę ale filmowy bohater nie przypadkowo nazywa się David, jest to jak najbardziej świadome nawiązanie Spilberga do biblijnej walki Dawida z filistyńskim Goliatem. Jeżeli wziąć jeszcze pod uwagę nazwę modelu samochodu Davida czyli Valiant (dzielny, mężny) to nie można mieć chyba żadnych wątpliwości. Tak wiec dzielny David walczy o przeżycie z potężnym "Goliatem".



Film polecam oglądać na dużym ekranie panoramicznym wtedy obraz jeszcze bardziej zyskuje na efekcie wizualnym. Olbrzymia ciężarówka oraz zbliżenia jej poszczególnych części pojawiające się na ekranie, stwarzają wrażenie, że oto za chwilę Peterbilt 281 wjedzie przez telewizor do waszego pokoju. Jeżeli połączymy to jeszcze z bardzo dobrym udźwiękowieniem filmu, w którym odgłosy pracującego silnika lub potężny ryk trąb ciężarówki jest kilkukrotnie mocniejszy od pozostałych dźwięków to uzyskujemy bardzo realistyczny efekt. W wyniku uzasadnienia, film dedykuję dużym ekranom panoramicznym i nagradzam obrazkiem 16:9.


Podsumowując, film Stevena Spilberga to trzymający w napięciu, sprawnie zrealizowany thriller, klasyk kina akcji lat siedemdziesiątych, który wysoko cenię. Stąd wysoka ocena nie powinna być zaskoczeniem. Moja ocena: 9/10.

1 komentarz:

  1. Film widziałem chyba z 5 albo 6 razy, zdecydowanie klasyk kina akcji. W pełni przychylam się do twojej oceny. Sama recenzja też bardzo fajnie wyszła, zwrócenie uwagi na nieprzewidywalną motywację psychopatów można dodatkowo potraktować na plus.

    OdpowiedzUsuń