sobota, 23 kwietnia 2011

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy

Wszystkim czytelnikom mojego bloga: Pogodnych Świąt Wielkanocnych, radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny, życzy Igor (Pinotchet).

Info dla czytelników mojego bloga: W związku z brakiem nowych wpisów na blogu, chciałem uspokoić wszystkich czytelników, że blog nie przestanie istnieć i wrócę do pisania jak tylko czas na to pozwoli. Obecna sytuacja potrwa najprawdopodobniej do jesieni. Od jesieni ponownie więcej regularnych wpisów. W grudniu planuję dodanie nowej ciekawej kategorii związanej z kinematografią. Póki co, postaram się dodawać jakieś pojedyncze wpisy raz na jakiś czas. Tymczasem pozdrawiam wszystkich i życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych.

sobota, 22 stycznia 2011

Pojedynek na szosie

Dzisiaj recenzja filmu mocno odbiegającego tematyką i gatunkiem od filmów opisywanych do tej pory na moim blogu. Mowa o filmie "Pojedynek na szosie". Obraz będący debiutem reżyserskim Stevena Spielberga nie jest filmem, który zawierałby jakieś przesłanie natury filozoficznej, moralnej czy historycznej. Jest to kino akcji, ale nie tandetne jak jest to w przypadku większości współczesnych produkcji, ale kino w starym dobrym stylu, można by rzec klasyk. Film rzecz jasna posiada przesłanie, ale bardziej natury społecznej i dla jego zrozumienia nie potrzeba prowadzić jakiś wywodów filozoficzno - światopoglądowych, ideologicznych czy też etycznych, ale o tym szerzej nieco później.


Nakręcony w 1971 roku film został wyprodukowany na potrzeby telewizji a nie kina jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej dziwi fakt, że film planowany jako weekendowa, telewizyjna rozrywka okazał się tak dobrą produkcją. Ten niskobudżetowy obraz zebrał znakomite opinie wśród widzów, recenzentów oraz krytyków filmowych. Co złożyło się na sukces filmu? Na początek należy przybliżyć fabułę: David Mann wyjeżdża samochodem na spotkanie biznesowe, już pierwsze sceny doskonale pozwalają wczuć się w przyjemny nastrój podróży samochodem, widzimy obraz zza kierownicy, począwszy od wyjazdu sprzed domu, przez skrzyżowania w mieście, następnie przedmieścia i wjazd na autostradę, w tle brzmią komunikaty radiowe na temat sytuacji i natężenia ruchu na drogach. David spokojnie rozpoczyna drogę do celu swojej podróży, najpewniej ma głowę zaprzątniętą swoimi sprawami, nie może nawet przypuszczać, że już wkrótce kierowca pewnej ciężarówki stanie się głównym obiektem analizy jego kotłujących się myśli. Niespodziewanie, przyjemna podróż samochodem zmienia się w prawdziwy horror i walkę o przetrwanie. Tak pokrótce można zarysować fabułę filmu. Co najważniejsze fabuła nie jest historią niemożliwą czy nieprawdopodobną do zaistnienia, więcej, w świetle niecnych dokonań seryjnych morderców oraz słynnych psychopatów jest jak najbardziej wiarygodna. W tym momencie należy zwrócić uwagę na oczywiste przesłanie filmu, czyli niepewność tego co może cię spotkać, co złego może się tobie przytrafić, i nie mam tu na myśli wypadków losowych jak wypadki samochodowe czy wypadki podczas pracy będące wypadkową różnych czynników i błędów. Chodzi mi raczej o niecne intencje jakie mogą mieć wobec ciebie osoby trzecie. Wydaje mi się, że ludzie zwyczajnie lekceważą podstawy ostrożności w kontaktach z obcymi ludźmi, tymczasem intuicja nakazywałaby przynajmniej minimalną ostrożność, podejrzliwość czy wręcz rezerwę. Nie wiem skąd się to bierze, czy z braku wyobraźni, przekonania o niedorzeczności wystąpienia sytuacji zagrożenia, czy może ze zwykłego lekceważenia ostrzeżeń, czego najlepszym dowodem jest łamanie przepisów drogowych czy bagatelizowanie ostrzeżeń medialnych przed natężonym ruchem drogowym w okresie różnego rodzaju świąt, a co tu dopiero mówić o zagrożeniach o charakterze kryminalnym. Może się to wydać nadmierną ostrożnością, ale głośne sprawy kryminalne nie kłamią i dają jasny przekaz, zbytnia otwartość w kontaktach i obdarzanie obcych osób zaufaniem może zakończyć się tragicznie.


Warto również poruszyć temat wyboru przez prześladowcę swojej ofiary. Jak dowodzą różne badania kryminalistyczne wybór ofiary przez mordercę nie podlega żadnym z góry ustalonym regułom. Są to raczej wytworzone przez mordercę, indywidualne preferencje doboru ofiary oparte bądź na urojonych wyobrażeniach bądź wynikające z przypadku zaistniałej sytuacji. Choćby z takiego względu człowiek nigdy nie może być pewny czy nie stanie się obiektem przemocy ze strony jakiegoś zwichrowanego osobnika. Podobnie jest z filmowym bohaterem, którym jest zwyczajny mężczyzna w średnim wieku i który nie wiedząc czemu staje się celem kierującego ciężarówką maniaka. Ta zwyczajność filmowego bohatera również jest wielkim plusem, to właśnie on a nie niezwyciężony heros staje do walki o swoje życie. Takie przedstawienie sprawy przez Spilberga sprawia, że widz identyfikuje się z filmowym Davidem, który znalazł się w zupełnie ekstremalnej sytuacji, dodatkowo dzięki takiemu zabiegowi reżyser w łatwy sposób zaprzęga widza do odczuwania i przeżywania stanów emocjonalnych filmowego bohatera.



"Jak to nigdy nic nie wiadomo. Żyjesz w przekonaniu, że pewne rzeczy są niezmienne. Jak bezpieczna jazda autostradą, bez lęku, że ktoś próbuje cię zabić.
A potem zdarza się coś takiego, 20 minut, które burzy twoje życie. Pęka więź ze światem i wracamy do dżungli."


Film przez cały czas trzyma w napięciu, kierowca ciężarówki ani przez moment nie daje czasu na wytchnienie swojej ofierze, dodatkowo prowadzi przeciw Davidowi wyjątkowo perfidną grę psychologiczną prezentując tym samym niebywały sadyzm psychologiczny. Należy zaznaczyć, że dzięki zabiegowi Spilberga, który nie zdradza nam twarzy psychopatycznego kierowcy, film zyskał dużo na klimacie. Klimat w filmie buduje również dynamiczny montaż oraz doskonałe zdjęcia skupiające się na przebiegu pojedynku, emocjach rysujących się na twarzy Davida czy szczegółach ciężarówki będącej personifikacją prześladowcy. Recenzując film "Pojedynek na szosie" nie można zapominać o samochodach, których rola jest bardzo ważna. Obskurna ciężarówka to Peterbilt 281 z 1955 roku, natomiast samochód Davida to Plymouth Valiant należący do trzeciej generacji tego modelu, produkowanej w latach 1967-1973. Mimo, że Valiant nie należał do klasycznych muscle car'ów i był samochodem typowo rodzinnym, to mimo wszystko całkiem żwawe z niego auto.


Biblijna symbolika w filmie "Pojedynek na szosie"

Mało kto zwraca na to uwagę ale filmowy bohater nie przypadkowo nazywa się David, jest to jak najbardziej świadome nawiązanie Spilberga do biblijnej walki Dawida z filistyńskim Goliatem. Jeżeli wziąć jeszcze pod uwagę nazwę modelu samochodu Davida czyli Valiant (dzielny, mężny) to nie można mieć chyba żadnych wątpliwości. Tak wiec dzielny David walczy o przeżycie z potężnym "Goliatem".



Film polecam oglądać na dużym ekranie panoramicznym wtedy obraz jeszcze bardziej zyskuje na efekcie wizualnym. Olbrzymia ciężarówka oraz zbliżenia jej poszczególnych części pojawiające się na ekranie, stwarzają wrażenie, że oto za chwilę Peterbilt 281 wjedzie przez telewizor do waszego pokoju. Jeżeli połączymy to jeszcze z bardzo dobrym udźwiękowieniem filmu, w którym odgłosy pracującego silnika lub potężny ryk trąb ciężarówki jest kilkukrotnie mocniejszy od pozostałych dźwięków to uzyskujemy bardzo realistyczny efekt. W wyniku uzasadnienia, film dedykuję dużym ekranom panoramicznym i nagradzam obrazkiem 16:9.


Podsumowując, film Stevena Spilberga to trzymający w napięciu, sprawnie zrealizowany thriller, klasyk kina akcji lat siedemdziesiątych, który wysoko cenię. Stąd wysoka ocena nie powinna być zaskoczeniem. Moja ocena: 9/10.

sobota, 15 stycznia 2011

Messerschmitt Me 163 Komet oraz Autoblinda AB & Camionetta AS 42 Sahariana

Nowy wpis w tej kategorii, moje dwa nowe filmiki na kanale You Tube. Pierwszy sprzed zaledwie paru dni dotyczy niemieckiego myśliwca przechwytującego z okresu II Wojny Światowej - Messerchmitta Me 163 Komet. Me 163 pozostaje do dnia dzisiejszego jedynym samolotem rakietowym użytym operacyjnie. Sama konstrukcja Kometa była kamieniem milowym w historii rozwoju światowej awiacji, zastosowano w niej - silnik rakietowy, skośne skrzydła i układ ogonowy bez usterzenia poziomego, do tego samolotu należy również pionierski rekord, przekroczenie prędkości 1000 km/h. W filmiku wykorzystałem dwa klimatyczne utwory Mateo Pascuala "A Storm Is Coming" oraz "Castle Colditz". Inne moje filmy poświęcone samolotom hitlerowskiej Luftwaffe można oglądać na moim kanale: http://www.youtube.com/user/igorks,
w playliście Luftwaffe.

Drugi filmik, dodałem już jakiś czas temu bo z końcem października 2010 roku, poświęciłem go udanym włoskim samochodom pancernym Autoblinda z serii AB 40, 41 i 43 oraz samochodom dalekiego rozpoznania Camionetta AS 42 Sahariana.



piątek, 24 grudnia 2010

Wesołych Świąt

Spokojnych, zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, a także wspaniałych prezentów, (jakich tam chcecie :)) życzę wszystkim przyjaciołom, znajomym oraz anonimowym czytelnikom mojego bloga.

czwartek, 23 grudnia 2010

Konformista

Dzisiaj recenzja filmu "Konformista" z 1970 roku, autorstwa Bernardo Bertolucciego. Film opowiada historię młodego faszysty - Marcello Clerici (w tej roli Jean-Louis Trintignant) i jak sama nazwa wskazuje porusza w szerokiej perspektywie temat konformizmu. Zagadnienie o tyle ciekawe, że większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak konformizm wpływa na ludzkie zachowania i jak często dla wygody całe rzesze ludzi przyjmują bezpieczną postawę społeczną, tylko po to by nie iść pod prąd powszechnie obowiązującym opiniom czy trendom. W swojej recenzji postaram się zawrzeć sporo swoich przemyśleń, które nękały mnie po obejrzeniu filmu, zahaczymy o wątki filozoficzne - bez tego po prostu nie może się obejść, ale również przyjrzymy się pewnym aspektom (konformistycznym) które miały wpływ na powstanie włoskiego faszyzmu a których szereg analogicznych można znaleźć w niemieckim naziźmie czy radzieckim komuniźmie ale również paradoksalnie i to przede wszystkim w niedoskonałej formie rządów jaką jest rozpowszechniona na całym świecie demokracja.

Na początek warto zaznaczyć że "Konformista" Bertolucciego jest dość swobodną adaptacją powieści autorstwa Alberto Moravii pod tym samym tytułem. Jak już wspominałem, bohaterem filmu jest Marcello Clerici, młody wykształcony faszysta, członek aparatu represji faszystowskich Włoch. W filmie pada stwierdzenie, że jest członkiem organizacji zajmującej się zwalczaniem antyfaszyzmu, dla laika może się to wydać jakimś tam ogólnikiem ale chodzi o tajną faszystowską policję polityczną OVRA. OVRA - (Organizzazione Volontaria per la Repressione dell' Antifascismo)- Organizacja Ochotnicza do Zwalczania Antyfaszyzmu lub Organizzazione per la Vigilanza e la Repressione dell Antifascismo – Organizacja Czujności i Zwalczania Antyfaszyzmu. Marcello otrzymuje od zwierzchników zadanie zabójstwa przebywającego na emigracji (w Paryżu) niewygodnego dla faszystowskiego reżimu profesora. Paradoksalnie profesor był kiedyś jego ulubionym wykładowcą i jednocześnie promotorem, dodatkowo całą sytuację skomplikuje żona profesora w której Marcello się zakochuje. Jeżeli chodzi o umiejscowienie czasowe wydarzeń w filmie, to gros fabuły rozgrywa się w Paryżu oraz Rzymie roku 1938, mamy też nawiązanie do jednego wydarzenia, jak się później okazuje z roku 1917. Film kończą sceny z 1943 roku związane z odsunięciem od władzy Benito Mussoliniego oraz powołaniem przez króla Wiktora Emanuela III rządu marszałka Pietro Badoglio.




Mit platońskiej jaskini a film "Konformista"

W filmie mamy scenę w której Marcello odwiedzając paryskie mieszkanie profesora, przytacza anegdotę na temat dawnego wykładu profesora dotyczącego mitu platońskiej jaskini. Scena bardzo ważna dla filmu, można rzec klucz do pełnego zrozumienia problematyki zawartej w fabule. Wypadałoby na początku przytoczyć sam mit, ale nie zrobię tego bo to zanadto zwiększyłoby rozmiar samej recenzji a nie o to mi tutaj chodzi, zakładam, że mit ten jest jako tako znany czytelnikom wiec uważam to za zbyteczne, jeżeli jednak ktoś nie orientuje się w temacie to w internecie znajdzie szybko i bez problemu całe mnóstwo informacji na ten temat. Znaczenie tej sceny wydaje się jednoznaczne, Marcello wyraża swoje wątpliwości, rozterki które nim targają, jednocześnie zastrzega się, że jest faszystą. Znaczenie mitu platońskiej jaskini można odczytać jako moralne i myślowe ubezwłasnowolnienie jednostki ale również całych mas. Szeroko rozumiane społeczne naśladownictwo i to nie tylko w politycznym wymiarze ale również w przyjmowaniu postaw życiowych charakterystycznych dla danych środowisk. Według Platona byty rzeczywiste są tylko odbiciem bytów idealnych, wskazuje on również na wyższość idei nad bytem materialnym. W wyżej wymienionej scenie profesor sugeruje, że niewolnicy platońskiej jaskini to ówcześni mieszkańcy faszystowskich Włoch, żyjący iluzją, Marcello dopełnia mówiąc, że ta iluzja stanie się życiem rzeczywistym i nikt nie będzie miał pojęcia o tym że jest to iluzja. Ten sam schemat można znaleźć i w innych totalitarnych reżimach, w naziźmie i komuniźmie ale również w demokracji, która daje iluzoryczne przekonanie o samodzielnym myśleniu i możliwości dokonywania wyborów (chodzi o politykę). Jeżeli chodzi o reżim totalitarny najlepszym obecnym przykładem jest Korea Północna gdzie blokada informacyjna, propaganda i już blisko 60 letnia izolacja społeczeństwa zrobiła ludziom wodę z mózgu i nauczyła pewnego modelu życia, który jest rzeczywistością dla Koreańczyków i który jak wszystko wskazuje utrzyma się jeszcze bardzo długo. Jeżeli chodzi o przykłady dla demokracji to nie trzeba daleko szukać, nasze polityczne podwórko jest tego najlepszym przykładem. Platforma Obywatelska wytworzyła taką atmosferę, że popieranie kogokolwiek innego niż oni jest przejawem zacofania czy powodem do wstydu. Bez urazy ale elektorat "postępowej" Platformy w głównej mierze opiera się na społecznym konformiźmie, lęku przed odrzuceniem i panujących trendach politycznych wzywających do normalności, która objawia się w nic nie robieniu i wygodnej społecznej postawie życia łatwiej i wygodniej, dzięki której nasz kraj tkwi i będzie tkwił nadal w maraźmie. Najlepiej zjawisko takie, lęku przed odrzuceniem czyli konformizmu normatywnego tłumaczy eksperyment Ascha do którego odsyłam wszystkich zainteresowanych. Na zakończenie rozważań związanych z mitem platońskiej jaskini, warto zwrócić uwagę na opinię Platona oskarżającą wszelkiego rodzaju autorytety za to, że żyjemy w świecie konformistycznej iluzji. Chyba Polacy jeszcze pamiętają jak Platforma robiła podbudowę dla swoich działań z poparcia owych fałszywych autorytetów?


Marcello Clerici - konformizm postaci

Warto przyjrzeć się bardziej konformizmowi filmowego bohatera. Kim tak naprawdę jest Marcello Clerici? Jest faszystą z przekonania czy z wyboru?, pospolitym zwyczajnym człowiekiem czy może indywidualistą, który wyrzekł się swojej osobowości dla wygody? Biorąc pod uwagę wszelkie jego rozterki można mieć wątpliwości czy jest faszystą, mimo, że popiera reżim i jest mu oddany. Z drugiej strony, pomimo wątpliwości i pytań pochodzących wprost z jego duszy i rozumu, jego postać wydaje się być moralnym tchórzem. Bertolucci wskazuje na jedno ważne wydarzenie w życiu Marcello, które zaciążyło na jego późniejszych decyzjach - zgwałcenie przez sodomitę w dzieciństwie i "domniemane" zamordowanie sprawcy - wspomniany wcześniej rok 1917. Reżyser dodatkowo akcentuje to w ostatniej scenie filmu, zwracając uwagę na ów fakt, jako na główną przyczynę późniejszych wyborów Marcello. Wydaje się, że gwałt sodomity czy jak kto woli homoseksualisty był bez wątpienia ciosem dla męskości naszego filmowego bohatera. W tym można upatrywać również motywację głównej postaci do zawarcia związku małżeńskiego, mającego być potwierdzeniem męskości i zmazaniem dawnego seksualnego upokorzenia oraz poszukiwaniem normalności. Ta normalność to kolejny konformizm, to kolejny aspekt do którego stara się dostosować Marcello. Najlepiej świadczą o tym dwa cytaty w filmie:


Pierwszy podczas spowiedzi:
"Chcę zbudować normalne życie, żenię się z drobnomieszczanką. Przeciętna, góra miernych pomysłów, drobne ambicje i uprzedzenia. Składa się wyłącznie z łóżka i kuchni. Normalność, staram się stworzyć moją normalność, ale to nie będzie łatwe."

drugi to słowa skierowane do Marcello przez jego kolegę:
"Jaki według ciebie jest normalny człowiek?
Dla mnie to taki, który ogląda się na ulicy za ładną spódniczką i odkrywa, że nie jest jedynym który to zrobił. Cieszy się, że ludzie są tacy sami jak on. Dlatego lubi przepełnione plaże, mecze piłki nożnej i bary w centrum."


Nie bez znaczenia na wybory i zachowanie bohatera, jest również przeszłość ojca Marcello, który na długo przed dojściem faszystów do władzy działał w aparacie represji Włoch. Młody Clerici wybiera wiec drogę ojca i robi karierę w faszystowskich służbach specjalnych, zamiast poświęcić swoją wiedzę i energię czemuś wzniosłemu, do czego z pewnością miał inklinacje. Mimo, że Marcello nie budzi sympatycznych emocji, zważywszy na jego postępowanie, to jednak trudno mi osobiście ocenić go jako moralnego bankruta czy kanalię, wydaje mi się że jest to bardziej inteligentna jednostka uwikłana w historyczne uwarunkowania czasów w których żyła, dodatkowo pozbawiona wolnej woli, której to brak wynika po części z traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Nie jest to bynajmniej próba usprawiedliwienia filmowej postaci ale zwrócenie uwagi, że konformizm tak powszechny wśród współczesnych ludzi nie jest wynikiem trudnych wyborów tylko własnego widzi mi się i wspomnianej już wcześniej postawie życia łatwiej i wygodniej, no bo chyba trudno się nie zgodzić, że człowiek stoi dzisiaj przed nie lada łatwiejszymi wyborami moralnymi niż choćby 60-70 lat temu, a pomimo tego większości obecnie stąpających po ziemi ludzi trudno jest zająć stanowisko nawet w błahych sprawach, tak bardzo są uwikłani i nastawieni na osiąganie celów wyłącznie praktycznych i materialnie wymiernych, reprezentując tym samym żałosny obraz ubóstwa moralnego i umysłowego.


... i jeszcze słów kilka

Kilka słów warto poświęcić scenie morderstwa profesora, kiedy to kilku napastników zadaje ofierze kilkanaście ciosów nożami. Analogia do zabójstwa Cezara w dniu Idów Marcowych roku 44 p.n.e. jest jak najbardziej uzasadniona. Jest to również dbałość Bertolucciego o szczegóły, dodatkowo wskazanie reżysera na czerpanie przez faszyzm wzorców z historii starożytnego Rzymu. Filmowe zabójstwo profesora jest też jawnym przyznaniem się, wskazaniem (przez zasztyletowanie) na sprawców czyli faszystowskie Włochy i jednoczenie wyraźnym i brutalnym ostrzeżeniem dla przeciwników reżimu. Przy okazji warto zwrócić uwagę na najważniejsze nawiązania faszyzmu do historii i tradycji starożytnego Rzymu. Samo słowo faszyzm pochodzi od rózg liktorskich (Fasces - wiązanki rózg z wetkniętym w nie toporem) symbolu etruskiego przejętego przez Rzymian, oznaczającego władzę urzędową i karną. Ostatecznie symbol faszystowskich Włoch. Do najbardziej znanych inspiracji faszyzmu historią miasta wilczycy, należy również zamiar Benito Mussoliniego, którego marzeniem była restauracja Cesarstwa Rzymskiego w basenie Morza Śródziemnego, a którego pierwszym krokiem w tym celu była nieudana włoska inwazja w 1940 roku na państwo będące kolebką innej wielkiej śródziemnomorskiej cywilizacji czyli Grecję. Jeszcze jednym przejawem inspiracji faszyzmu starożytnym Rzymem i jednocześnie szczegółem dodającym autentyzmu w filmie jest faszystowska architektura wzorowana na klasycznym stylu architektonicznym, ale dużo bardziej surowa i zimna od starożytnej poprzedniczki. Część zdjęć kręcono w budynkach ministerialnych projektu architekta doby faszyzmu Piacentini'ego.

zabójstwo Juliusza Cezara w dniu Idów Marcowych - 15 marca 44 roku p.n.e.


Skoro poruszyłem już temat zdjęć, to warto zaznaczyć, że za niezwykłą plastyczność obrazów i ujęć odpowiada Vittorio Storaro, człowiek który w osiem lat później odpowiadał za zdjęcia do filmu "Czas Apokalipsy", co należy uznać za wystarczającą rekomendację. Dla tych, których to jednak nie przekonuje nadmieniam, że za zdjęcia Pan ten otrzymał w karierze 3 oskary.

Talent Vittorio Storaro w całej okazałości - scena wyjścia zabójców z lasu.


Podsumowując, film Bernardo Bertolucciego to wymagający intelektualnie obraz, skłaniający do refleksji, rodzący masę pytań dotyczących zachowań, którymi kieruje się człowiek. Muszę powiedzieć, że film, przez pierwsze 40 minut jest dość męczący, trzeba bardzo uważać, a fabuła nie jest nazbyt wartka by mogła nas sama utrzymać na odpowiednim poziomie uwagi. Dlatego zalecam dobre skupienie i nie poddanie się klimatowi znużenia, bo w dalszej części film jest coraz lepszy a i refleksja do jakiej skłania po jego obejrzeniu jest wprost na wagę złota. Jeżeli lubisz filmy, które poszukują odpowiedzi na trudne tematy, same zadając masę nowych pytań to szczerze polecam. Moja ocena: +9/10 lub inaczej 9,5/10 :)



Począwszy od tej recenzji niektóre filmy będą oznaczone nową kategorią - "filmy - moje top 100". Konformista zostaje oznaczony taką etykietą, podobnie jak opisywane już wcześniej na moim blogu: "Idź i patrz" oraz "Aguirre, gniew boży".

sobota, 18 grudnia 2010

Bitwa pod Bouvines

Ostatnio robiłem porządki w mojej biblioteczce i natrafiłem na książkę "Bitwa pod Bouvines", której autorem jest Georges Duby. Pamiętam, że była to moja lektura na studiach, postanowiłem, że odświeżę sobie informacje na temat tej skądinąd ważnej bitwy. Książkę wydał w roku 1988 Państwowy Instytut Wydawniczy. Zgrzebna i podniszczona okładka od razu rzuca się w oczy. Pamiętam że gdy ją pierwszy raz czytałem wzbudziła we mnie mieszane i częściowo zmienne uczucia, o czym poniżej. Książka jest zwyczajnie nierówna, o ile do 180 strony czyta się z wielkim zainteresowaniem, to począwszy od rozdziału "Legenda" zaczynają się prawdziwie nudne i senne wywody, które nie mają większego znaczenia w kontekście historycznym bitwy a są jedynie bajkowymi zapisami źródłowymi podającymi niestworzone dane na temat liczby walczących. Dane i informacje omawiane w tym rozdziale to różne absurdalne informacje. Absurd momentami jest tak wielki, że czytelnik zadaje sobie pytanie czy autorzy tych bzdur nie cierpieli na jakąś nieuleczalną chorobę psychiczną? :)

Przejdźmy jednak do zalet książki, które ta niewątpliwie posiada. Bardzo dobrze opisano całą genezę konfliktu, który doprowadził do bitwy pod Bouvines. Szczególnie dobrze wygląda to od strony głównego z prowodyrów - Ottona Brunszwickiego, szczegółowo przedstawiono wewnętrzny konflikt w Niemczech pomiędzy Gwelfami popierającymi ród książąt bawarskich Welfów z Gibelinami popierającymi ród książąt szwabskich Hohenstaufów. Opisano przejęcie władzy przez Ottona Brunszwickiego, po zamordowaniu prawowitego króla Niemiec - Filipa Szwabskiego w 1208 roku. Zwrócono również uwagę na koneksje Ottona z dworem angielskim na którym się wychował. Autor przedstawił także politykę króla Francji Filipa Augusta, który wraz z papieżem Innocentym III doprowadził do koronacji na króla Niemiec - Fryderyka Staufa. Pokrótce opisano sytuację sprzymierzeńca cesarza Ottona Brunszwickiego a mianowicie króla angielskiego Jana bez Ziemi. Przedstawiono również sytuację innych sojuszników takich jak: hrabia Flandrii - Ferrand Portugalski czy hrabia Boulogne - Reginald z Dammartin. Dalszą część książki stanowi opis bitwy oraz omówiony przy okazji tzw. "Pokój Boży" - będący formą nakazu wstrzymującą walczących od przelewu krwi w dzień świąteczny jakim jest niedziela. Sporo informacji poświęcono tradycji turniejów rycerskich, potępianych przez kościół jako zawody zagrażające życiu. Całość dopełniają wspomniane już na początku nawiązania do części z 92 wzmianek źródłowych na temat bitwy. Podsumowując, książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu miłośnikowi średniowiecza. Innym pasjonatom historii również powinna się spodobać. Należy jednak zaznaczyć, że rozdział "Legenda" jest przeznaczony dla prawdziwych masochistów. :)

wtorek, 7 grudnia 2010

Ryzykowny żart anonimowego oficera SS

Dzisiaj drugi wpis z kategorii "cytaty i sentencje", ale tym razem osobliwie śmieszny i pełen paradoksu cytat a raczej żartobliwa wypowiedź anonimowego oficera SS. Swego czasu natknąłem się na ten cytat, ale szczerze nie pamiętam już przy jakiej okazji, bo nie zanotowałem sobie źródła. Wypowiedź jest o tyle ciekawa że jej autor skierował ją do Adolfa Hitler:


"Berlin to praktyczne miejsce na naszą kwaterę główną - wkrótce będziemy mogli jeździć tramwajami na wschodni front!"

Humor godny znanego serialu "Allo, Allo", Hitler i towarzyszący mu ludzie mieli skwitować żart śmiechem ale chyba tak naprawdę nikomu nie było do śmiechu. Żart SS-mana obnażał całą beznadziejną sytuację III Rzeszy. Dla Hitlera i ludzi z bliskiego otoczenia wodza, którzy cały czas oczekiwali że jakaś nowa, cudowna broń odmieni diametralnie koleje wojny, musiała to być nadzwyczaj kąśliwa uwaga. W lutym 1945 roku gdy wypowiedziano wyżej wymienione słowa, front na Odrze był względnie stabilny, ale chyba nikt poza Hitlerem w niemieckim naczelnym dowództwie nie wierzył, że "radziecki walec" można jeszcze w ogóle zatrzymać. Gdy 16 kwietnia 1945 roku rozpoczęła się operacja berlińska, słowa te nabrały nowego znaczenia. Na linię frontu wschodniego było bardzo blisko, ale dojechać na nią tramwajem już nie sposób, ponieważ cała infrastruktura tramwajowa w Berlinie w tamtym czasie już nie istniała, a tabor tramwajowy posłużył obrońcom do budowania ulicznych barykad.

sobota, 6 listopada 2010

W kręgu zła

Dzisiaj recenzja klasycznego kryminału Jean'a-Pierre'a Melville'a "W kręgu zła". Warto zaznaczyć, że tytuł filmu w oryginale brzmi "Le cercle rouge" - czyli "Czerwony krąg", do niego też odnosi się rozpoczynająca film sentencja hinduskiego filozofa Ramakrishny:


"Siddhartha Gautama zwany Buddą wziął czerwoną kredę, zakreślił nią okrąg i rzekł: Kiedy ludzie mają się spotkać wszystko może się wydarzyć. Mogą podążać różnymi drogami, ale pewnego dnia nieuchronnie znajdą się wewnątrz czerwonego kręgu"

Trzeba przyznać, że mądre słowa odnoszące się do sytuacji często w dziwny sposób splatających ludzkie losy, czy to w odniesieniu do miłości łączącej nieraz dwie zupełnie nieznane sobie osoby czy też do osób spotykających się ale znajdujących się ideowo na dwóch przeciwległych biegunach, czy też do wspólników w zbrodni jak w przypadku bohaterów filmu Melville'a, których połączył mniejszy lub większy zbieg okoliczności. W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów o bohaterach filmu. Są nimi: Corey - wychodzący z więzienia po 5 letniej odsiadce kryminalista, zagrany przez znakomitego aktora Alanina Delon'a, Vogel - zbiegły przestępca w rolę którego wcielił się znany ze spaghetti westernów Włoch Gian Maria Volonté. W rolę Jansena, byłego policjanta trawionego fobiami wcielił się słynny Yves Montand. Wszystkie te postacie to w pewnym sensie outsiderzy, których połączy wspólny cel - salon jubilerski na paryskim placu Vendome. W zupełnej opozycji do tych trzech osób stoi melancholijny inspektor Mattei w którego rolę wcielił się Bourvil, znany dużo bardziej ze swoich komicznych uzdolnień. Wszystkie te osoby spotkają się pewnego dnia w "czerwonym kręgu".

Film nie jest szybkim filmem akcji ale klasycznym kryminałem w starym stylu. Akcja jest dość powolna, czego najlepszym przykładem jest pozbawiona dialogów słynna już 25 minutowa scena napadu na salon jubilerski. Jeżeli chodzi o środki artystyczne to film charakteryzuje absolutne minimum formy, ograniczone do minimum, zdawkowe dialogi, scenografia z bardzo dużym nasyceniem zimnych kolorów. Dominują różnego rodzaju odcienie: czarnego, niebieskiego, błękitnego, szarego, beżowego i białego. Szczególne znaczenie reżyser nadał kolorowi niebieskiemu, który dominuje w filmie, jest go wszędzie bardzo dużo: niebieska winda, błękitny samochód gangsterów, niebieska tapeta w pokoju Yansena, nawet przedmioty i rzeczy, które z reguły nie są niebieskie, w filmie mają taki kolor - przykłady: dywany u jubilera (kojarzone raczej z czerwonymi wytwornymi dywanami) oraz obicie stołów bilardowych (standard to kolor zielony, w filmie niebieski lub zielony zniekształcony przez światło, wyglądający jak niebieski).


Kilka słów należy poświecić samochodom, które wykorzystano w filmie. Może się wydawać, że są one mało istotnym szczegółem ale nie jest tak w filmie Melville'a, który słynął z zamiłowania do amerykańskich samochodów. Dlatego też bohaterowie poruszają się za pomocą amerykańskiego Plymouth'a Fury z roku 1966, monstrum z silnikiem o mocy 385 koni mechanicznych. Amerykańskim samochodem poruszają się również ścigający Coreya gangsterzy. O ile dobrze rozpoznaje po charakterystycznych tylnych światłach i długim bagażniku to jest to Chevrolet Impala z 1965. Dla mnie, jako fana amerykańskich samochodów, jest to dodatkowa frajda z oglądania filmu.

Chevrolet Impala z 1965 roku


Podsumowując, film Melville'a to typowe męskie kino sensacyjne w starym stylu, nie każdemu się spodoba. Jako, że film nie jest nośnikiem żadnych ważnych wartości, ocena jest nieznacznie zaniżona, dodatkowo porównując z innymi obrazami Melville'a spodziewałem się nieco lepszego filmu. Dobry kryminał w starym stylu - moja ocena: 7/10

poniedziałek, 1 listopada 2010

Wspomnienia - Georg Henrik Von Borneman

Postanowiłem, że począwszy od listopada będę dodawał ciekawe cytaty i sentencje, ale bynajmniej nie te najbardziej znane, ale takie na które natrafiłem podczas lektury różnych książek, a które z uwagi na treść i zarazem pewną historyczną anonimowość ich autorów wydały mi się ciekawe czy warte głębszej refleksji. Jako, że mamy dzisiaj dzień Wszystkich Świętych to pozwoliłem sobie wybrać słowa, które również poczęści w swej wymowie odnoszą się do ulotności ludzkiego życia oraz przemijania i upadku tworów ludzkiej ambicji - wielkich imperiów. Są to słowa które napisał Georg Henrik Von Borneman, szwedzki kawalerzysta wzięty do niewoli pod Perewołoczną (kapitulacja wojsk szwedzkich po klęsce pod Połtawą w 1709 roku).


"Cóż pozostało z czasu, który już odpłynął?
Ciemne wspomnienie, marzenie, cień ulotny,
Ostrzeżenie, że czas, który właśnie nadszedł i już jest,
równie szybko zginie w zapomnieniu.
Gdzież są ci, co kiedyś żyli na ziemskim polu walki,
i Ci na widok których nasz przeszły świat drżał ze strachu?"

Na te mądre słowa natknąłem się przy okazji czytania znakomitej książki Petera Englunda "Połtawa". Dla mnie osobiscie są one wyrazem wątpliwości w sens istnienia ludzi w ogóle i wszystkich dokonywanych przez nich czynów. Weryfikatorem ludzkich dokonań jest czas i śmierć. Słowa szedzkiego kawalerzysty można również odczytać jako wyraz rozczarowania klęską połtwaską, która była pierwszą do kilkudziesięciu bitew, w której armia szwedzka poniosła kleskę, a która dla historii XVIII wiecznej Szwecji była symbolem porażki w III wojnie północnej w wyniku której Szwecja utraciła status europejskiego mocarstwa. Autor cytatu, Georg Henrik Von Borneman zmarł w rosyjskiej niewoli na Syberii w roku 1711 w wieku zaledwie 26 lat.

sobota, 2 października 2010

Zabójstwo Rogera Ackroyda

Dzisiaj pierwsze spotkanie z mistrzynią kryminałów, Agathą Christie a konkretnie z jedną z jej najbardziej znanych książek. Chodzi oczywiście o powieść detektywistyczną: "Zabójstwo Rogera Ackroyda" napisaną w roku 1926. Kilka słów o fabule: akcja toczy się w niewielkim sennym angielskim miasteczku King's Abbot. Narratorem powieści jest wiejski lekarz, doktor James Sheppard mieszkający wraz ze swoją plotkarską siostrą w wyżej wymienionej wiosce. Bliskim przyjacielem doktora Shepparda jest tytułowy Roger Ackroyd, bogaty lokalny biznesmen. Pewnej nocy zostaje on zasztyletowany w swoim gabinecie. Kilka dni wcześniej umiera śmiercią samobójczą pani Ferrars, którą Ackroyd zamierzał poślubić. Czy samobójstwo i morderstwo są w jakiś sposób ze sobą powiązane? Za rozwikłanie sprawy weźmie się sztandarowy bohater książek Agathy Christie, pochodzący z Belgii słynny detektyw Herkules Poirot. Ze względu na chęć uniknięcia spoilerów, związanych z fabułą tej kryminalnej powieści nie będę zdradzał więcej szczegółów. Mogę jedynie powiedzieć, że zakończenie jest jak zwykle zaskakujące, chodź sam schemat książki znacznie odbiega od innych prac brytyjskiej mistrzyni kryminałów. Czytelnik niemal do samego końca jest wodzony za nos. Porównując z innymi książkami Agathy Christie, "Zabójstwo Rogera Ackroyda" wypada dobrze, chodź moim zdaniem brakuje mu bardzo dużo do emocji i poczucia ciągłego niepokoju, które towarzyszyły mi podczas czytania innej powieści tej autorki - "I nie było już nikogo" znanej również pod nazwą "Dziesięciu małych żołnierzyków". Podsumowując książkę, mogę z czystym sumieniem polecić ją wielbicielom kryminałów, warto jednak zaznaczyć że nie należy się spodziewać gęsiej skórki na ciele czy jeżących się włosów. Czyta się bardzo szybko, pozycja w sam raz na jeden, góra dwa jesienne wieczory. Polecam.