Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy - moje top 100. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy - moje top 100. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2011

Palacz zwłok

Dzisiaj recenzja znakomitego, ale zarazem niezwykle ciężkiego obrazu - "Palacz zwłok". Nakręcony w 1969 roku film, jest adaptacją powieści Ladislava Fuksa pod tym samym tytułem. Na początku chciałbym zaznaczyć, że film osobiście zaliczam do grona 10 najlepszych filmów jakie do tej pory widziałem. Obraz wyreżyserowany przez Juraja Herza, jest wyjątkowy pod każdym względem. Być może, to moje subiektywne zdanie, ale filmów równie oryginalnych i zarazem ciężkich ze względu na tematykę w nich poruszaną jest niewiele.

Bohaterem fabuły jest drobnomieszczanin niemieckiego pochodzenia, pan Karl Kopfrkingl, kremator zwłok w miejskim krematorium. Mogłoby się wydawać porządny obywatel: spokojny, kulturalny, posiadający rodzinę i dobrze płatną pracę. To jednak tylko pozory, za tym płaszczykiem przyzwoitości kryje się jednak zło w najczystszej postaci. Akcja filmu rozgrywa się w Czechosłowacji lat 1938 - 1939, w trudnym dla naszych południowych sąsiadów okresie historycznym. W tle rozbrzmiewają echa czechosłowacko - niemieckiego sporu o Sudetenland, układu monachijskiego i w końcu zajęcia Czech przez wojska III Rzeszy 15 marca 1939 roku. To właśnie te wydarzenia, obudzą w owładniętym manią śmierci i kremacji, panu Kopfrkinglu prawdziwego potwora. Główny bohater szybko odnajdzie się w rzeczywistości nowo powstałego Protektoratu Czech i Moraw, pragmatyzm i konformizm Kopfrkingla pozwoli mu zrobić szybką karierę w strukturach nazistowskiego, marionetkowego tworu administracyjnego. Jednocześnie fascynacja śmiercią i kremacją znajdzie nowe ujście w nowych możliwościach jakie zaistnieją już wkrótce w całej podbitej przez III Rzeszę Europie, gdy liczne krematoria wypuszczą w powietrze kłęby dymu palonych ciał.



Psychopatyczność kapłana świątyni oczyszczającego ognia

Karl Kopfrkingl znakomicie zagrany przez Rudolfa Hrušínskýego, to chyba największy psychopata w dziejach światowej kinematografii. Żaden Hannibal Lecter, czy inny czarny charakter nie może się równać z tym Belzebubem w ludzkiej skórze. Psychopatyczność głównego bohatera jest doprawdy przerażająca, jego ciągłe nawiązania do śmierci i ciałopalnego pochówku mają znamiona psychopatycznej manii, a towarzyszący temu stan euforii i szyderczy uśmieszek często obecny na twarzy, tylko dopełniają demonicznego obrazu złej duszy pana Kopfrkingla, ponadto to niebezpieczny, pozbawiony sumienia socjopata i patologiczny erotoman. Na dodatek sam uważa siebie za uczciwego i sprawiedliwego człowieka. Filmowy bohater stale porusza temat cierpienia ludzkości, widać w nim pewną co prawda dziwaczną empatię, co jednak nie przeszkadza mu w szybkim adaptowaniu się do nowo zaistniałych wydarzeń, jego pragmatyzm jest porażający. Całości dopełnia sakralizacja pracy, którą wykonuje główny bohater. W pewnym sensie nie ma w tym nic dziwnego, praca krematora jest podstawą utrzymania całej rodziny Kopfrkinglów. Z drugiej jednak strony, sposób w jaki czyni to pan Kopfrkingl nosi znamiona fobii, ciągłe nawiązania do wykonywanej pracy: w domu, na spacerze, przy stole podczas posiłków, wszędzie, gdzie tylko można coś powiedzieć. Co mnie jednak najbardziej przeraża, to to, że wszystkie wywody bohatera filmu Juraja Herza nie są pozbawione logiki czy znamion logicznego myślenia. Może to co napisałem wydaje się dziwne, ale logika nie jest od tego, by zadawała sobie pytania o słuszność założeń, ale od logicznego łączenia ze sobą różnych faktów, tak jak czyni to pan Kopfrkingl. Śmierć jest bezsprzecznie uwolnieniem od bólu i cierpienia, wszystko jedno, czy do tego wniosku prowadzi tybetańska nauka oczyszczania z ziemskiego cierpienia, jak to jest w przypadku głównego bohatera, czy wiara chrześcijańska lub cokolwiek innego. Każde ludzkie i zwierzęce życie podlega jakiemuś "rozkładowi jazdy śmierci", który od krematorium Kopfrkingla różni się tylko mniejszą precyzją i przejrzystością. Wracając do psychopatyczności pana Kopfrkingla, to jest tego bardzo dużo, począwszy od wgniatających w fotel monologów o piecach na 1000 ciał, porównań kremacji do wypieku chleba, przepisów kremacyjnych oprawionych w ramkę, stanowiących ozdobę domu, czy zbiór martwych muszek służący jako ozdoba ścienna tylko dlatego, że przedstawia martwą materię organiczną. Kończąc na uwielbieniu dla łazienki jako najładniejszego pomieszczenia w mieszkaniu, najpewniej najbardziej przypominającego sale kostnicy i krematorium.



Karl Kopfrkingl archetypem nazisty?

Archetypem to zbyt wiele powiedziane, ale w postaci tej można dostrzec pewne nawiązania do archetypu nazisty: fascynacja muzyką poważną oraz filozofią i kulturą wschodu, to bezwątpienia cechy, które charakteryzowały wielu wysoko postawionych nazistów. Najlepiej świadczy o tym fascynacja Hitlera muzyką Wagnera, czy niemiecka ekspedycja do Tybetu z 1938 roku, którą zorganizowała Ahnenerbe - nazistowska organizacja badawcza. Pan Kopfrkingl również jest wielbicielem muzyki poważnej - muzyki rodziny Straussów, Franciszka Liszta i innych. Podobnie jest z fascynacją Kopfrkingla Tybetem, którą czerpie z książki autorstwa francuskiej orientalistki Alexandry David-Néel, która spędziła w Tybecie kilka lat. O jaką dokładnie książkę tej autorki chodzi tego nie wiemy, być może chodzi o "Mistycy i cudotwórcy Tybetu" lub "Lama pięciu mądrości" albo jeszcze coś innego? Należy jednak zaznaczyć, że Kopfrkingl nie stał się nazistą od razu, ba, nie stał się nim nigdy w sensie ideologicznym. Na tym, że psychopatyczny bohater uległ czarowi nazizmu zaważyły w głównej mierze cechy zdiagnozowanej przez Theodora Adorno osobowości autorytarnej, których część filmowy bohater niewątpliwie posiadał. Kopfrkingl początkowo odnosił się z niechęcią do swojej niemieckości i był zwolennikiem Republiki Czechosłowackiej, za obywatela której się uważał, dodatkowo wysoko cenił sobie znajomości z Żydami takimi jak: Pan Strauss czy doktor Bettelheim. Podatny na sugestie bohater, stopniowo zmienia nastawienie pod wpływem rozmów z dawnym kolegą z wojska, z którym walczył za Austro-Węgry w I wojnie światowej, z inżynierem Walterem Reinke, członkiem SdP (Sudetendeutsche Partei - Partia Niemców Sudeckich), przedstawiającym swojemu przyjacielowi wizję nowego ładu, nowego doskonałego Świata, wolnego od nieszczęść i niesprawiedliwości, który może zapanować tylko dzięki Führerowi i potędze III Rzeszy. Stopniowo, zdziwaczały ojciec rodziny przeradza się w prawdziwego potwora. Pan Kopfrkingl będzie musiał ponieść ciężkie ofiary, by móc oddać się w pełni przyjemnościom czerpanym z przemieniania ludzkich zwłok w proch. Jak się okaże, przyjdzie mu to z nadzwyczajną łatwością, wszystko po to, by zaspokoić swoje chore fascynacje. Szaleństwo Kopfrkingla osiąga apogeum, przybierając symptomy posłannictwa, przejawia się to między innymi w ostatniej scenie filmu w wypowiedzianych przez niego słowach:


"Nikt nie będzie cierpiał. Ocalę ich wszystkich. Cały świat"

Wydaje się, że film Juraja Herza, to jedna z najdoskonalszych analiz fenomenu nazizmu, według której źródłem nazizmu była drobnomieszczańska kultura niemiecka. Ta sama drobnomieszczańska kultura, którą krytykował już w 1901 roku Tomasz Mann w swojej powieści "Buddenbrookowie: Dzieje upadku rodziny". Cały rys tego mieszczańskiego życia pokazuje, że etos dobrze wykonywanej pracy, brak indywidualizmu, postrzeganie człowieka jako najsprawniejszego trybiku w wielkiej maszynie społecznej, skrajne dążenie do uporządkowania, uregulowania i zaszufladkowania całej rzeczywistości prowadzi do powstawania takich właśnie potworów - porządnych obywateli, takich jak Pan Kopfrkingl, który nie pali papierosów, jest abstynentem, dba o rodzinę i nabożnie wykonuje swoją pracę. Podobnych i równie ciekawych analiz społeczno - psychologicznych fenomenu nazizmu jest oprócz "Palacza zwłok" jeszcze kilka, są to między innymi: powieść "Łaskawe", której bohaterem jest Max Aue oficer SS, jedna z bardziej intrygujących literackich postaci, bardzo dobry film Miachaela Haneke - "Biała wstążka", czy naukowe opracowanie "Wobec faszyzmu" będące zbiorem esejów autorstwa niemieckich intelektualistów. Przykładów jest oczywiście więcej, ale chodziło mi o podanie chociaż po jednym przykładzie dla: literatury, filmu oraz literatury naukowej. Wszystkie wyżej wymieniowe tytuły prędzej czy później pojawią się na moim blogu w postaci recenzji.





Kobieta w czerni

W filmie występuje postać czarnowłosej kobiety, pojawiającej się w momentach niecnego postępowania bohatera, to najwidoczniej sumienie pana Kopfrkingla, które kilkakrotnie w trakcie trwania filmu się odzywa. Chyba najlepiej tłumaczy taką interpretację ostatnia scena w filmie, gdy "sumienie" biegnie za samochodem, którym odjeżdża Kopfrkingl, udający się do pracy nad ważnym, ściśle tajnym "projektem" - opracowaniem teoretycznym metod spalania dużej ilości zwłok na potrzeby ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.


Wymiar artystyczny i nawiązania

Recenzując film "Palacz zwłok", należy również poświecić nieco miejsca formie artystycznej obrazu. W filmie zastosowano dość eksperymentalny montaż, Stanislav Milota nakręcił specyficzne zdjęcia, skupiające się na poszczególnych elementach ciał bohaterów lub ich otoczenia, kilkukrotnie wykorzystał tzw. „rybie oko”. Zdjęcia są znakomicie skontrastowane, tworzą spójną całość. Sceny płynnie przechodzą w kolejne ujęcia rozgrywające się w różnej scenerii i czasie. Całości klimatu dopełnia znakomita muzyka Zdenka Liški, która trzeba przyznać, doskonale komponuje się z obrazami wyświetlanymi na ekranie. Zdjęcia do filmu kręcono aż w trzech krematoriach, ale to krematorium w Pardubicach jest tym, które nadało zewnętrzny wygląd filmowej świątyni oczyszczającego ognia pana Kopfrkingla. Jeżeli chodzi o nawiązania do innych tytułów, to część ujęć jest podobnych do tych z "Psychozy" autorstwa Alfreda Hitchcocka. Jeszcze innym skojarzeniem jakie przychodzi mi na myśl jest porównanie wnętrz krematorium Kopfrkingla do lekko upiornej atmosfery wnętrz rodem z klasycznego niemieckiego, niemego horroru "Gabinet doktora Caligari" z roku 1920.

Krematorium w Pardubicach




Podsumowując, film Juraja Herza to jeden z najwnikliwszych i najciekawszych obrazów narodzin ludzkiego zła, pokazany przez pryzmat rozprzestrzeniającego się nazizmu oraz nienormalnych i niezdrowych fascynacji i zainteresowań. Film, w którym bardzo ważne jest tło społeczno-historyczne. Do tego wgniatająca w fotel rola Rudolfa Hrušínskýego, którą to rolę można uznać za jedną z najznakomitszych męskich kreacji w historii kina. Całość jest niezapomnianym przeżyciem, historią, która na zawsze zapada w pamięć. Należy znać. Wielkie kino, prawdziwa perła czeskiej nowej fali. Moja ocena: 10/10.

sobota, 22 stycznia 2011

Pojedynek na szosie

Dzisiaj recenzja filmu mocno odbiegającego tematyką i gatunkiem od filmów opisywanych do tej pory na moim blogu. Mowa o filmie "Pojedynek na szosie". Obraz będący debiutem reżyserskim Stevena Spielberga nie jest filmem, który zawierałby jakieś przesłanie natury filozoficznej, moralnej czy historycznej. Jest to kino akcji, ale nie tandetne jak jest to w przypadku większości współczesnych produkcji, ale kino w starym dobrym stylu, można by rzec klasyk. Film rzecz jasna posiada przesłanie, ale bardziej natury społecznej i dla jego zrozumienia nie potrzeba prowadzić jakiś wywodów filozoficzno - światopoglądowych, ideologicznych czy też etycznych, ale o tym szerzej nieco później.


Nakręcony w 1971 roku film został wyprodukowany na potrzeby telewizji a nie kina jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej dziwi fakt, że film planowany jako weekendowa, telewizyjna rozrywka okazał się tak dobrą produkcją. Ten niskobudżetowy obraz zebrał znakomite opinie wśród widzów, recenzentów oraz krytyków filmowych. Co złożyło się na sukces filmu? Na początek należy przybliżyć fabułę: David Mann wyjeżdża samochodem na spotkanie biznesowe, już pierwsze sceny doskonale pozwalają wczuć się w przyjemny nastrój podróży samochodem, widzimy obraz zza kierownicy, począwszy od wyjazdu sprzed domu, przez skrzyżowania w mieście, następnie przedmieścia i wjazd na autostradę, w tle brzmią komunikaty radiowe na temat sytuacji i natężenia ruchu na drogach. David spokojnie rozpoczyna drogę do celu swojej podróży, najpewniej ma głowę zaprzątniętą swoimi sprawami, nie może nawet przypuszczać, że już wkrótce kierowca pewnej ciężarówki stanie się głównym obiektem analizy jego kotłujących się myśli. Niespodziewanie, przyjemna podróż samochodem zmienia się w prawdziwy horror i walkę o przetrwanie. Tak pokrótce można zarysować fabułę filmu. Co najważniejsze fabuła nie jest historią niemożliwą czy nieprawdopodobną do zaistnienia, więcej, w świetle niecnych dokonań seryjnych morderców oraz słynnych psychopatów jest jak najbardziej wiarygodna. W tym momencie należy zwrócić uwagę na oczywiste przesłanie filmu, czyli niepewność tego co może cię spotkać, co złego może się tobie przytrafić, i nie mam tu na myśli wypadków losowych jak wypadki samochodowe czy wypadki podczas pracy będące wypadkową różnych czynników i błędów. Chodzi mi raczej o niecne intencje jakie mogą mieć wobec ciebie osoby trzecie. Wydaje mi się, że ludzie zwyczajnie lekceważą podstawy ostrożności w kontaktach z obcymi ludźmi, tymczasem intuicja nakazywałaby przynajmniej minimalną ostrożność, podejrzliwość czy wręcz rezerwę. Nie wiem skąd się to bierze, czy z braku wyobraźni, przekonania o niedorzeczności wystąpienia sytuacji zagrożenia, czy może ze zwykłego lekceważenia ostrzeżeń, czego najlepszym dowodem jest łamanie przepisów drogowych czy bagatelizowanie ostrzeżeń medialnych przed natężonym ruchem drogowym w okresie różnego rodzaju świąt, a co tu dopiero mówić o zagrożeniach o charakterze kryminalnym. Może się to wydać nadmierną ostrożnością, ale głośne sprawy kryminalne nie kłamią i dają jasny przekaz, zbytnia otwartość w kontaktach i obdarzanie obcych osób zaufaniem może zakończyć się tragicznie.


Warto również poruszyć temat wyboru przez prześladowcę swojej ofiary. Jak dowodzą różne badania kryminalistyczne wybór ofiary przez mordercę nie podlega żadnym z góry ustalonym regułom. Są to raczej wytworzone przez mordercę, indywidualne preferencje doboru ofiary oparte bądź na urojonych wyobrażeniach bądź wynikające z przypadku zaistniałej sytuacji. Choćby z takiego względu człowiek nigdy nie może być pewny czy nie stanie się obiektem przemocy ze strony jakiegoś zwichrowanego osobnika. Podobnie jest z filmowym bohaterem, którym jest zwyczajny mężczyzna w średnim wieku i który nie wiedząc czemu staje się celem kierującego ciężarówką maniaka. Ta zwyczajność filmowego bohatera również jest wielkim plusem, to właśnie on a nie niezwyciężony heros staje do walki o swoje życie. Takie przedstawienie sprawy przez Spilberga sprawia, że widz identyfikuje się z filmowym Davidem, który znalazł się w zupełnie ekstremalnej sytuacji, dodatkowo dzięki takiemu zabiegowi reżyser w łatwy sposób zaprzęga widza do odczuwania i przeżywania stanów emocjonalnych filmowego bohatera.



"Jak to nigdy nic nie wiadomo. Żyjesz w przekonaniu, że pewne rzeczy są niezmienne. Jak bezpieczna jazda autostradą, bez lęku, że ktoś próbuje cię zabić.
A potem zdarza się coś takiego, 20 minut, które burzy twoje życie. Pęka więź ze światem i wracamy do dżungli."


Film przez cały czas trzyma w napięciu, kierowca ciężarówki ani przez moment nie daje czasu na wytchnienie swojej ofierze, dodatkowo prowadzi przeciw Davidowi wyjątkowo perfidną grę psychologiczną prezentując tym samym niebywały sadyzm psychologiczny. Należy zaznaczyć, że dzięki zabiegowi Spilberga, który nie zdradza nam twarzy psychopatycznego kierowcy, film zyskał dużo na klimacie. Klimat w filmie buduje również dynamiczny montaż oraz doskonałe zdjęcia skupiające się na przebiegu pojedynku, emocjach rysujących się na twarzy Davida czy szczegółach ciężarówki będącej personifikacją prześladowcy. Recenzując film "Pojedynek na szosie" nie można zapominać o samochodach, których rola jest bardzo ważna. Obskurna ciężarówka to Peterbilt 281 z 1955 roku, natomiast samochód Davida to Plymouth Valiant należący do trzeciej generacji tego modelu, produkowanej w latach 1967-1973. Mimo, że Valiant nie należał do klasycznych muscle car'ów i był samochodem typowo rodzinnym, to mimo wszystko całkiem żwawe z niego auto.


Biblijna symbolika w filmie "Pojedynek na szosie"

Mało kto zwraca na to uwagę ale filmowy bohater nie przypadkowo nazywa się David, jest to jak najbardziej świadome nawiązanie Spilberga do biblijnej walki Dawida z filistyńskim Goliatem. Jeżeli wziąć jeszcze pod uwagę nazwę modelu samochodu Davida czyli Valiant (dzielny, mężny) to nie można mieć chyba żadnych wątpliwości. Tak wiec dzielny David walczy o przeżycie z potężnym "Goliatem".



Film polecam oglądać na dużym ekranie panoramicznym wtedy obraz jeszcze bardziej zyskuje na efekcie wizualnym. Olbrzymia ciężarówka oraz zbliżenia jej poszczególnych części pojawiające się na ekranie, stwarzają wrażenie, że oto za chwilę Peterbilt 281 wjedzie przez telewizor do waszego pokoju. Jeżeli połączymy to jeszcze z bardzo dobrym udźwiękowieniem filmu, w którym odgłosy pracującego silnika lub potężny ryk trąb ciężarówki jest kilkukrotnie mocniejszy od pozostałych dźwięków to uzyskujemy bardzo realistyczny efekt. W wyniku uzasadnienia, film dedykuję dużym ekranom panoramicznym i nagradzam obrazkiem 16:9.


Podsumowując, film Stevena Spilberga to trzymający w napięciu, sprawnie zrealizowany thriller, klasyk kina akcji lat siedemdziesiątych, który wysoko cenię. Stąd wysoka ocena nie powinna być zaskoczeniem. Moja ocena: 9/10.

czwartek, 23 grudnia 2010

Konformista

Dzisiaj recenzja filmu "Konformista" z 1970 roku, autorstwa Bernardo Bertolucciego. Film opowiada historię młodego faszysty - Marcello Clerici (w tej roli Jean-Louis Trintignant) i jak sama nazwa wskazuje porusza w szerokiej perspektywie temat konformizmu. Zagadnienie o tyle ciekawe, że większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak konformizm wpływa na ludzkie zachowania i jak często dla wygody całe rzesze ludzi przyjmują bezpieczną postawę społeczną, tylko po to by nie iść pod prąd powszechnie obowiązującym opiniom czy trendom. W swojej recenzji postaram się zawrzeć sporo swoich przemyśleń, które nękały mnie po obejrzeniu filmu, zahaczymy o wątki filozoficzne - bez tego po prostu nie może się obejść, ale również przyjrzymy się pewnym aspektom (konformistycznym) które miały wpływ na powstanie włoskiego faszyzmu a których szereg analogicznych można znaleźć w niemieckim naziźmie czy radzieckim komuniźmie ale również paradoksalnie i to przede wszystkim w niedoskonałej formie rządów jaką jest rozpowszechniona na całym świecie demokracja.

Na początek warto zaznaczyć że "Konformista" Bertolucciego jest dość swobodną adaptacją powieści autorstwa Alberto Moravii pod tym samym tytułem. Jak już wspominałem, bohaterem filmu jest Marcello Clerici, młody wykształcony faszysta, członek aparatu represji faszystowskich Włoch. W filmie pada stwierdzenie, że jest członkiem organizacji zajmującej się zwalczaniem antyfaszyzmu, dla laika może się to wydać jakimś tam ogólnikiem ale chodzi o tajną faszystowską policję polityczną OVRA. OVRA - (Organizzazione Volontaria per la Repressione dell' Antifascismo)- Organizacja Ochotnicza do Zwalczania Antyfaszyzmu lub Organizzazione per la Vigilanza e la Repressione dell Antifascismo – Organizacja Czujności i Zwalczania Antyfaszyzmu. Marcello otrzymuje od zwierzchników zadanie zabójstwa przebywającego na emigracji (w Paryżu) niewygodnego dla faszystowskiego reżimu profesora. Paradoksalnie profesor był kiedyś jego ulubionym wykładowcą i jednocześnie promotorem, dodatkowo całą sytuację skomplikuje żona profesora w której Marcello się zakochuje. Jeżeli chodzi o umiejscowienie czasowe wydarzeń w filmie, to gros fabuły rozgrywa się w Paryżu oraz Rzymie roku 1938, mamy też nawiązanie do jednego wydarzenia, jak się później okazuje z roku 1917. Film kończą sceny z 1943 roku związane z odsunięciem od władzy Benito Mussoliniego oraz powołaniem przez króla Wiktora Emanuela III rządu marszałka Pietro Badoglio.




Mit platońskiej jaskini a film "Konformista"

W filmie mamy scenę w której Marcello odwiedzając paryskie mieszkanie profesora, przytacza anegdotę na temat dawnego wykładu profesora dotyczącego mitu platońskiej jaskini. Scena bardzo ważna dla filmu, można rzec klucz do pełnego zrozumienia problematyki zawartej w fabule. Wypadałoby na początku przytoczyć sam mit, ale nie zrobię tego bo to zanadto zwiększyłoby rozmiar samej recenzji a nie o to mi tutaj chodzi, zakładam, że mit ten jest jako tako znany czytelnikom wiec uważam to za zbyteczne, jeżeli jednak ktoś nie orientuje się w temacie to w internecie znajdzie szybko i bez problemu całe mnóstwo informacji na ten temat. Znaczenie tej sceny wydaje się jednoznaczne, Marcello wyraża swoje wątpliwości, rozterki które nim targają, jednocześnie zastrzega się, że jest faszystą. Znaczenie mitu platońskiej jaskini można odczytać jako moralne i myślowe ubezwłasnowolnienie jednostki ale również całych mas. Szeroko rozumiane społeczne naśladownictwo i to nie tylko w politycznym wymiarze ale również w przyjmowaniu postaw życiowych charakterystycznych dla danych środowisk. Według Platona byty rzeczywiste są tylko odbiciem bytów idealnych, wskazuje on również na wyższość idei nad bytem materialnym. W wyżej wymienionej scenie profesor sugeruje, że niewolnicy platońskiej jaskini to ówcześni mieszkańcy faszystowskich Włoch, żyjący iluzją, Marcello dopełnia mówiąc, że ta iluzja stanie się życiem rzeczywistym i nikt nie będzie miał pojęcia o tym że jest to iluzja. Ten sam schemat można znaleźć i w innych totalitarnych reżimach, w naziźmie i komuniźmie ale również w demokracji, która daje iluzoryczne przekonanie o samodzielnym myśleniu i możliwości dokonywania wyborów (chodzi o politykę). Jeżeli chodzi o reżim totalitarny najlepszym obecnym przykładem jest Korea Północna gdzie blokada informacyjna, propaganda i już blisko 60 letnia izolacja społeczeństwa zrobiła ludziom wodę z mózgu i nauczyła pewnego modelu życia, który jest rzeczywistością dla Koreańczyków i który jak wszystko wskazuje utrzyma się jeszcze bardzo długo. Jeżeli chodzi o przykłady dla demokracji to nie trzeba daleko szukać, nasze polityczne podwórko jest tego najlepszym przykładem. Platforma Obywatelska wytworzyła taką atmosferę, że popieranie kogokolwiek innego niż oni jest przejawem zacofania czy powodem do wstydu. Bez urazy ale elektorat "postępowej" Platformy w głównej mierze opiera się na społecznym konformiźmie, lęku przed odrzuceniem i panujących trendach politycznych wzywających do normalności, która objawia się w nic nie robieniu i wygodnej społecznej postawie życia łatwiej i wygodniej, dzięki której nasz kraj tkwi i będzie tkwił nadal w maraźmie. Najlepiej zjawisko takie, lęku przed odrzuceniem czyli konformizmu normatywnego tłumaczy eksperyment Ascha do którego odsyłam wszystkich zainteresowanych. Na zakończenie rozważań związanych z mitem platońskiej jaskini, warto zwrócić uwagę na opinię Platona oskarżającą wszelkiego rodzaju autorytety za to, że żyjemy w świecie konformistycznej iluzji. Chyba Polacy jeszcze pamiętają jak Platforma robiła podbudowę dla swoich działań z poparcia owych fałszywych autorytetów?


Marcello Clerici - konformizm postaci

Warto przyjrzeć się bardziej konformizmowi filmowego bohatera. Kim tak naprawdę jest Marcello Clerici? Jest faszystą z przekonania czy z wyboru?, pospolitym zwyczajnym człowiekiem czy może indywidualistą, który wyrzekł się swojej osobowości dla wygody? Biorąc pod uwagę wszelkie jego rozterki można mieć wątpliwości czy jest faszystą, mimo, że popiera reżim i jest mu oddany. Z drugiej strony, pomimo wątpliwości i pytań pochodzących wprost z jego duszy i rozumu, jego postać wydaje się być moralnym tchórzem. Bertolucci wskazuje na jedno ważne wydarzenie w życiu Marcello, które zaciążyło na jego późniejszych decyzjach - zgwałcenie przez sodomitę w dzieciństwie i "domniemane" zamordowanie sprawcy - wspomniany wcześniej rok 1917. Reżyser dodatkowo akcentuje to w ostatniej scenie filmu, zwracając uwagę na ów fakt, jako na główną przyczynę późniejszych wyborów Marcello. Wydaje się, że gwałt sodomity czy jak kto woli homoseksualisty był bez wątpienia ciosem dla męskości naszego filmowego bohatera. W tym można upatrywać również motywację głównej postaci do zawarcia związku małżeńskiego, mającego być potwierdzeniem męskości i zmazaniem dawnego seksualnego upokorzenia oraz poszukiwaniem normalności. Ta normalność to kolejny konformizm, to kolejny aspekt do którego stara się dostosować Marcello. Najlepiej świadczą o tym dwa cytaty w filmie:


Pierwszy podczas spowiedzi:
"Chcę zbudować normalne życie, żenię się z drobnomieszczanką. Przeciętna, góra miernych pomysłów, drobne ambicje i uprzedzenia. Składa się wyłącznie z łóżka i kuchni. Normalność, staram się stworzyć moją normalność, ale to nie będzie łatwe."

drugi to słowa skierowane do Marcello przez jego kolegę:
"Jaki według ciebie jest normalny człowiek?
Dla mnie to taki, który ogląda się na ulicy za ładną spódniczką i odkrywa, że nie jest jedynym który to zrobił. Cieszy się, że ludzie są tacy sami jak on. Dlatego lubi przepełnione plaże, mecze piłki nożnej i bary w centrum."


Nie bez znaczenia na wybory i zachowanie bohatera, jest również przeszłość ojca Marcello, który na długo przed dojściem faszystów do władzy działał w aparacie represji Włoch. Młody Clerici wybiera wiec drogę ojca i robi karierę w faszystowskich służbach specjalnych, zamiast poświęcić swoją wiedzę i energię czemuś wzniosłemu, do czego z pewnością miał inklinacje. Mimo, że Marcello nie budzi sympatycznych emocji, zważywszy na jego postępowanie, to jednak trudno mi osobiście ocenić go jako moralnego bankruta czy kanalię, wydaje mi się że jest to bardziej inteligentna jednostka uwikłana w historyczne uwarunkowania czasów w których żyła, dodatkowo pozbawiona wolnej woli, której to brak wynika po części z traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Nie jest to bynajmniej próba usprawiedliwienia filmowej postaci ale zwrócenie uwagi, że konformizm tak powszechny wśród współczesnych ludzi nie jest wynikiem trudnych wyborów tylko własnego widzi mi się i wspomnianej już wcześniej postawie życia łatwiej i wygodniej, no bo chyba trudno się nie zgodzić, że człowiek stoi dzisiaj przed nie lada łatwiejszymi wyborami moralnymi niż choćby 60-70 lat temu, a pomimo tego większości obecnie stąpających po ziemi ludzi trudno jest zająć stanowisko nawet w błahych sprawach, tak bardzo są uwikłani i nastawieni na osiąganie celów wyłącznie praktycznych i materialnie wymiernych, reprezentując tym samym żałosny obraz ubóstwa moralnego i umysłowego.


... i jeszcze słów kilka

Kilka słów warto poświęcić scenie morderstwa profesora, kiedy to kilku napastników zadaje ofierze kilkanaście ciosów nożami. Analogia do zabójstwa Cezara w dniu Idów Marcowych roku 44 p.n.e. jest jak najbardziej uzasadniona. Jest to również dbałość Bertolucciego o szczegóły, dodatkowo wskazanie reżysera na czerpanie przez faszyzm wzorców z historii starożytnego Rzymu. Filmowe zabójstwo profesora jest też jawnym przyznaniem się, wskazaniem (przez zasztyletowanie) na sprawców czyli faszystowskie Włochy i jednoczenie wyraźnym i brutalnym ostrzeżeniem dla przeciwników reżimu. Przy okazji warto zwrócić uwagę na najważniejsze nawiązania faszyzmu do historii i tradycji starożytnego Rzymu. Samo słowo faszyzm pochodzi od rózg liktorskich (Fasces - wiązanki rózg z wetkniętym w nie toporem) symbolu etruskiego przejętego przez Rzymian, oznaczającego władzę urzędową i karną. Ostatecznie symbol faszystowskich Włoch. Do najbardziej znanych inspiracji faszyzmu historią miasta wilczycy, należy również zamiar Benito Mussoliniego, którego marzeniem była restauracja Cesarstwa Rzymskiego w basenie Morza Śródziemnego, a którego pierwszym krokiem w tym celu była nieudana włoska inwazja w 1940 roku na państwo będące kolebką innej wielkiej śródziemnomorskiej cywilizacji czyli Grecję. Jeszcze jednym przejawem inspiracji faszyzmu starożytnym Rzymem i jednocześnie szczegółem dodającym autentyzmu w filmie jest faszystowska architektura wzorowana na klasycznym stylu architektonicznym, ale dużo bardziej surowa i zimna od starożytnej poprzedniczki. Część zdjęć kręcono w budynkach ministerialnych projektu architekta doby faszyzmu Piacentini'ego.

zabójstwo Juliusza Cezara w dniu Idów Marcowych - 15 marca 44 roku p.n.e.


Skoro poruszyłem już temat zdjęć, to warto zaznaczyć, że za niezwykłą plastyczność obrazów i ujęć odpowiada Vittorio Storaro, człowiek który w osiem lat później odpowiadał za zdjęcia do filmu "Czas Apokalipsy", co należy uznać za wystarczającą rekomendację. Dla tych, których to jednak nie przekonuje nadmieniam, że za zdjęcia Pan ten otrzymał w karierze 3 oskary.

Talent Vittorio Storaro w całej okazałości - scena wyjścia zabójców z lasu.


Podsumowując, film Bernardo Bertolucciego to wymagający intelektualnie obraz, skłaniający do refleksji, rodzący masę pytań dotyczących zachowań, którymi kieruje się człowiek. Muszę powiedzieć, że film, przez pierwsze 40 minut jest dość męczący, trzeba bardzo uważać, a fabuła nie jest nazbyt wartka by mogła nas sama utrzymać na odpowiednim poziomie uwagi. Dlatego zalecam dobre skupienie i nie poddanie się klimatowi znużenia, bo w dalszej części film jest coraz lepszy a i refleksja do jakiej skłania po jego obejrzeniu jest wprost na wagę złota. Jeżeli lubisz filmy, które poszukują odpowiedzi na trudne tematy, same zadając masę nowych pytań to szczerze polecam. Moja ocena: +9/10 lub inaczej 9,5/10 :)



Począwszy od tej recenzji niektóre filmy będą oznaczone nową kategorią - "filmy - moje top 100". Konformista zostaje oznaczony taką etykietą, podobnie jak opisywane już wcześniej na moim blogu: "Idź i patrz" oraz "Aguirre, gniew boży".

czwartek, 2 września 2010

Idź i patrz

"Idź i patrz" to film, który ostatnio sobie odświeżyłem, film tak mocny, że pomimo iż oglądałem go ponownie po kilku latach i doskonale wiedziałem czego się spodziewać to dawka negatywnych emocji była równie wielka jak kiedyś, do tego stopnia, że spowodowała kilkudniowe pogorszenie nastroju. Brzmi nieciekawie, ale to prawda. Na początek proszę o uzbrojenie się w nieco uwagi, bo ten miażdżący film można rozpatrywać na tak wielu płaszczyznach i w tak wielu wymiarach, że można by napisać o nim pracę magisterską. Recenzja więc nie będzie krótka, postaram się opisać wszystko to, na co warto zwrócić uwagę oglądając film, przyjrzymy się kilku specyficznym scenom oraz symbolice, nie obejdzie się bez oceny historycznej i to wcale nie takiej oczywistej jak mogłoby się wydawać. Postaram się również o sformułowanie kilku tez, które cisną się na usta tuż po seansie. Na początek kilka podstawowych informacji na temat fabuły: Białoruś rok 1943, trwa niemiecka okupacja, młody chłopiec - Florya zaciąga się do oddziału partyzantów, bagaż negatywnych i brutalnych przeżyć będzie tak duży, że dziecko dojrzeje w zaledwie kilka dni. Niewinność młodego człowieka zostanie doszczętnie zniszczona w wyniku wydarzeń których będzie świadkiem, uczestnikiem i częściowo sprawcą.


Tytuł: "Idź i patrz" i Apokalipsa

Tytuł filmu w reżyserii Elema Klimowa, nawiązuje do 6 rozdziału Apokalipsy św. Jana:

I wyszedł drugi koń rydzy; a temu, który na nim siedział, dano, aby odjął pokój z ziemi, a iżby jedni drugich zabijali, i dano mu miecz wielki. …
A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: idź i patrz! I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było śmierć, a piekło szło za nim; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.

Nawiązanie w tytule do Apokalipsy według św. Jana wydaje się jak najbardziej właściwe biorąc pod uwagę to co zobaczymy oglądając film. Dodatkowo powiązanie apokalipsy z najstraszliwszą z wojen, która utopiła ludzkość w morzu krwi i ognia, przyniosła niewyobrażalne barbarzyństwo i bestialstwo, jest uzasadnione.


Sceny

W dziele Elema Klimowa mamy całe mnóstwo wyjątkowych i niezwykle sugestywnych scen, które budują specyficzny klimat filmu, budzą uczucie niepokoju i wszechobecnego zła, czuć lęk przed nadciągającą, albo już obecną katastrofą, której udziałem są wszystkie postacie występujące w filmie.


pobojowisko - pierwsza scena w filmie, dwóch chłopców (w tym nasz bohater - Florya) przekopuje pobojowisko w poszukiwaniu broni, scena bardzo istotna chłopcy dopuszczają się deprawacji, naruszają spokój poległych, dla których zniszczony okop stał się ostatnią mogiłą. Dochodzi do zbezczeszczenia miejsca spoczynku poległych i ograbienia grobu. Chłopców z karabinem, dostrzega przelatujący niemiecki samolot rozpoznawczy. Wydawałoby się scena bez większego znaczenia, ale jest ona zwiastunem nadchodzącej apokalipsy. Nieodpowiedzialne zachowanie chłopców, pomimo ostrzeżeń mężczyzny, sprowadzi śmierć na rodzinę Flory. Pilot widząc cywila z karabinem wzywa oddział pacyfikacyjny do pobliskiej wioski o czym dowiemy się dużo później.


samolot - niemiecki samolot rozpoznawczy Focke-Wulf Fw 189, pojawiający się kilkukrotnie w czasie trwania filmu. Złowieszczy symbol, oko wielkiego brata przed którym nic się ukryje, samolot który pojawia się na niebie znienacka, którego delikatny pomruk silników ma moc iście hipnotyzującą. "Powietrzny demon" po którym nie wiadomo czego się spodziewać, raz pozornie nie stwarzający zagrożenia zbiera informacje, innym razem sypią się z niego propagandowe ulotki, innym razem bomby lub spadochroniarze ze specjalnych oddziałów do walki z radziecką partyzantką. Jest to również metafora - zło przed którym nic się nie ukryje, które wszystko widzi. W nawiązaniu do pierwszej sceny czyli pobojowiska - gdy kamera przedstawia widok z kabiny, pilot widzi chłopców z karabinem, w tle słyszymy audycję niemieckiego radia i po chwili niemiecki hymn - mamy wrażenie, że to cała potęga hitlerowskich Niemiec dostrzega ich czyn - odnalezienie karabinu, który posłuży do walki z okupantem.


gniazdo - Florya rozdeptuje w lesie gniazdo z jajami, widzimy szczątki jaj oraz już wykształcone małe ale jeszcze niewyklute martwe ptaszki. Scena symbolizuje zdeptaną niewinność oraz utracony dom, to co stanie się udziałem głównego bohatera już wkrótce.


bocian- ptak powszechnie uważany za symbol szczęścia, w chrześcijaństwie uważany za symbol Chrystusa. W filmie pojawia się w środowisku raczej niecodziennym dla siebie - w lesie, dzieje się to podczas ulewnego deszczu. Bocian sam przemoknięty i zmarznięty, dodatkowo pokracznie wyglądający jest symbolem cierpiącego na krzyżu Chrystusa. Pojawia się właśnie wtedy gdy Florya i Głasza przygotowują się do spędzenia nocy w naprędce wykonanym szałasie. Ptak chodź sam szuka schronienia i uważnie ogląda szałas, będzie cierpiał na deszczu jak Chrystus na krzyżu. Jako symbol wprowadza w tej scenie poczucie bezpieczeństwa. Widz ma uczucie, że w danej chwili bohaterom filmu nic nie grozi.


lalki - po przybyciu Flory wraz z Głaszą do jego rodzinnej wsi, bohater jest zaniepokojony nieobecnością matki i siostrzyczek oraz sąsiadów. Florya próbuje wytłumaczyć sobie ich nieobecność tym, że schronili się przed Niemcami na bagnach lub w lesie, jest zaniepokojony i podejrzewa najgorsze ale jego psychika broni się, próbując odpychać to co jest niemal oczywiste. Florya woli nieświadomość i złudną nadzieję, zaprasza Głasze do zjedzenia zupy, wtedy też dostrzega niedbale położone lalki swoich siostrzyczek. Niedbale ułożone lalki przypominają stos ludzkich ciał po zbiorowej egzekucji, kolejna niepokojąca informacja próbuje przeniknąć do świadomości Flory. Na jego twarzy widać narastający strach i niepokój. Scena pełna napięcia aż ciarki przechodzą po plecach. Dodatkowo w kontekście tego co zobaczy Głasza opuszczając wieś, a czego nie zauważy Florya, prawdziwe mistrzostwo.


krowa - a raczej jej śmierć. Pełna ekspresji scena śmierci zwierzęcia - zmierzch, Florya prowadzi wraz z innym partyzantem wspomnianą krowę. Nagle ciemności w których spoczywa polana rozjaśniają serie pocisków smugowych z ciężkiego karabinu maszynowego. Zwierze zostaje trafione, drgające oko w sugestywny sposób przedstawia gasnące życie. Biorąc pod uwagę po co i gdzie Florya prowadził krowę, scenę można uznać za metaforę bezsilności człowieka wobec przeciwności losu, kolejnej kłody rzuconej pod nogi przez los. Jeżeli wziąć pod uwagę Biblię co wydaje się naturalne z uwagi na tytuł filmu to krowę można porównać z wołem. Co prawda wół to wykastrowany samiec a nie krowa, ale zarówno wołu jak krowę zaliczamy do bydła domowego, dlatego takie porównanie wydaje się być uzasadnione. Wół jest w Apokalipsie św. Jana synonimem siły, dlatego też śmierć krowy można odbierać jako kolejny dowód kruchości istnienia wszystkich żywych istot, nawet tych bardzo silnych.


pacyfikacja wioski - kulminacyjna scena filmu, pacyfikacja mieszkańców wsi Pierachody, prawdziwa orgia zwierzęcej przemocy z udziałem rozradowanych nazistowskich oprawców. Scenie tej towarzyszy szczególne napięcie, przybycie jednostki Einsatzgruppen można przyrównać do apokaliptycznej szarańczy, która zjawia się szybko i po wyrządzeniu szkód równie szybko oddala się w poszukiwaniu nowego miejsca gdzie zaprowadzi grozę swojej plagi.


lori wysmukły - mogło by się wydawać, że to małe, milutkie zwierzątko jest jakimś tam dodatkiem do filmu. Zwierzątko to posiada bardzo piękne oczy i milutki pyszczek. Pomyślałem, że można je interpretować jako "zwierzę z ludzką twarzą" z Apokalipsy św. Jana, które jest synonimem śmierci. Pasowałoby to nawet do sceny w której występuje, czyli pacyfikacji wioski przez oddział Einsatzgruppen. Do tego scena gdy dowodzący akcją SS-man, głaszcze czule swojego pupila, bardzo kontrastuje ze strasznymi czynami jego podwładnych względem mieszkańców pacyfikowanej wioski. Wielu twierdzi, że relacja człowieka w stosunku do zwierząt jest miernikiem kultury i humanitaryzmu. Ja widać po tej scenie wcale nie koniecznie. Najlepszym przykładem jest sam Adolf Hitler, który uważał zabijanie zwierząt za niehumanitarne co w żadnym wypadku nie przeszkadzało mu w prowadzeniu agresywnej wojny, która pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich.


"zabić Hitlera" - jedna z końcowych scen w filmie, wzburzony i przepełniony żądzą zemsty i odwetu Florya zaczyna strzelać do portretu przedstawiającego Hitlera. Obraz staje się personifikacją samego Hitlera. Przed oczami zaczynają nam migać obrazy przedstawiające niemiecką machinę wojenną, koszmar obozów koncentracyjnych, widzimy zdjęcia z Pragi z marca 1939 roku, podpisanie układu monachijskiego, łamanie austriackich słupów granicznych podczas Anschlussu, wiece nazistów, dojście nazistów do władzy, degrengoladę w jakiej pogrążyły się Niemcy w czasach Republiki Weimarskiej, pucz monachijski, zdjęcia z frontu zachodniego I Wojny Światowej, Hitlera w mundurze cesarskiej armii, zdjęcia ze szkoły oraz Hitlera jako niemowlę siedzącego na kolanach matki. Zdjęcia są montowane w kolejności od najnowszych (tych z czasów wojny) do najstarszych (gdy Hitler był dzieckiem), towarzyszą im fragmenty niemieckiego hymnu przeplatane z "Horst Wessel Lied" (znanej też jako "Die Fahne Hoch") czy "Rajdem Walkirii" autorstwa Richarda Wagnera. Gdy Florya widzi obraz małego Hitlera z matką, przestaje strzelać, z jego twarzy znika złość, pojawia się smutek i coś w rodzaju współczucia, z oczu płyną łzy. Moment ten jest co najmniej niejednoznaczny. Sama scena następuje chwilę po tym jak Florya zdemaskował schwytanego SS-mana jako tego, który zamkniętym w szopie mieszkańcom pacyfikowanej wioski zaproponował straszny układ: „Wychodzić bez dzieci. Dzieci zostawić.” SS-man będąc świadomym tego, że zaraz zginie, nieomal w natchnieniu, zwrócił się do zgromadzonych wokół partyzantów słowami:

„Powiedziałem tak, bo wszystko zaczyna się od dzieci. Nie powinniście istnieć. Nie wszystkie narody maja prawo do przyszłości. Niższe rasy płodzą zarazę komunizmu. Nie powinniście istnieć. I misja zostanie wypełniona. Dziś albo jutro.”

I tu warto zadać sobie kilka ważnych pytań. Każdy nawet największy zbrodniarz był kiedyś niewinnym i beztroskim dzieckiem, ich zły charakter został ukształtowany przez mniej lub bardziej negatywne przeżycia. Często takie jak te które spotkały Floryę i inne, które spotkały samego Hitlera tylko w mniejszym stopniu. Czy pokrzywdzonym przysługuje prawo do zemsty i rewanżu, umacniające pamięć, która piętnuje winnych, stwarzając sytuację w której skrzywdzeni czują się moralnie na tyle silni by móc krzywdzić innych. Śmiem twierdzić, że nie mają takiego prawa. Jeżeli przyjąć jednak stanowisko, że mają prawo do zemsty, to można nawet w pewnym sensie usprawiedliwić wszystkie zbrodnie nazizmu, ponieważ upokorzone i obarczone za wybuch I Wojny Światowej Niemcy szukały rewanżu i zemsty. Kto zna trochę historię to przyzna mi rację, że za wybuch Wielkiej Wojny w dużo większej mierze odpowiedzialne są: Serbia, Austro-Węgry i Rosja ale to Cesarskie Niemcy obarczono całą odpowiedzialnością za wybuch konfliktu, nałożono wysokie reparacje wojenne, upokorzono Niemcy na arenie międzynarodowej. Stało się to podatnym gruntem dla idei nazizmu głoszonych przez człowieka z którym los nie obszedł się zbyt łaskawie - Adolfa Hitlera. Należy też spojrzeć z innej strony, czy Florya nie strzelając do wizerunku Hitlera jako dziecka ocalił swoją godność czy może jednak nie? To pytanie kieruję do ciebie czytelniku: czy gdybyś wiedział, że możesz w przyszłości ocalić miliony ludzkich istnień byłbyś w stanie zamordować dziecko??? Odpowiedź nie byłaby łatwa nawet dla etyków. Zabicie dziecka równałoby się postępowaniu nazistów, którzy uważali, że mają prawo decydować o losach i istnieniu innych narodów i jednostek a nie zabicie skazywałoby w przyszłości miliony na cierpienie i śmierć.

Można sobie również zadać pytanie nad zasadami prowadzenia wojny, czy przestrzeganie jakichkolwiek reguł ma sens? Warto przytoczyć wypowiedzi dwóch przywódców z okresu, który obejmuje historia przedstawiona w filmie.


Winston Churchill:
"III Rzeszę należy pokonać, bez względu na koszty i wszelkimi możliwymi i dostępnymi środkami, nawet za cenę pogwałcenia zasad humanitarnych"

Adolf Hitler:
"Wojna z Rosją nie może być prowadzona po rycersku. Jest to walka wynikająca z różnic ideologicznych i rasowych i musi być toczona z niemającym precedensu brakiem litości i z niesłabnącą surowością"

Obie wypowiedzi są siebie warte ponieważ z góry zakładają brak ludzkich odruchów wobec wroga. Możliwe jednak, że na wojnie nie ma miejsca na humanitaryzm??? Jeżeli skonfrontować kolejne wojny z rozwojem cywilizacyjnym i kulturowym to gołym okiem widać coraz większe barbarzyństwo w działaniach wojennych. Paradoksalnie, im dalej od starożytności i barbarzyńców, tym większe barbarzyństwo w działaniach wojennych. W starożytności głównym powodem prowadzenia wojen były podboje i żądza władzy, w średniowieczu dochodzi do tego ideologiczna rywalizacja dwóch religii: Chrześcijaństwa z Islamem, przenosząca wojnę na kolejny poziom brutalności. Wiek XVII to starcia miedzy monarchami a wewnętrzną opozycją (cwaniackie grupy interesów) np. angielska wojna domowa. Wiek XVIII to pierwsze poważne konflikty wynikające z różnic klasowych np. - rewolucja francuska. Wiek XIX - wojna secesyjna, której przyczyną notabene nie było niewolnictwo a różnice pomiędzy rządem federalnym a rządami stanowymi oraz przyczyny wynikające w pewnej mierze z odmiennych modeli życia na rolniczym południu i przemysłowej północy. I na zakończenie wiek XX w którym ideologie komunizmu, faszyzmu, nazizmu były głównym kołem napędowym wojen. Dokąd zaprowadzi nas w dłuższej perspektywie taki "postęp" w prowadzeniu wojen?


zakończenie - przed tym jak Florya zaczyna strzelać do portretu Hitlera u jego boku widzimy młodego partyzanta łudząco podobnie ubranego do naszego głównego bohatera w czasie gdy przystąpił do partyzantów. Jest to więc aluzja do tego kim jeszcze niedawno był Florya a kim jest teraz - produktem wojny ze zniszczoną psychiką, wrakiem człowieka. Nieco później widzimy Florye i nowego partyzanta na końcu kolumny marszowej wchodzącej do lasu, następnie twórca pokazuje nam leśną drogę spowitą pierwszym śniegiem i ponownie koniec kolumny w której nie ma już głównego bohatera ani nowego partyzanta. Wojna złożyła z nich kolejną krwawą ofiarę na ołtarzu swej brutalności.



Einsatzgruppen a film "Idź i patrz"

Pisząc recenzję filmu "Idź i patrz" uważałem, że nie może się obejść bez słowa komentarza odnośnie jednostek Einsatzgruppen. Bynajmniej nie mam zamiaru opisywać tu struktur organizacyjnych. Chciałem zwrócić uwagę na pewne mało znane fakty, które mogą być znane osobom interesującym się historią ale niekoniecznie laikom, a bez znajomości których trudno pojąć całe okrucieństwo hitlerowskich zbrodni. Otóż w opiniach wielu ludzi, a może i większości społeczeństwa: brutalność, sadyzm i bezwzględność są domeną ludzi prymitywnych i prostych. Jest to twierdzenie oparte w dużej mierze na stereotypach, oczywiście jest duża liczba ludzi zdeprawowanych, prymitywnych, wywodzących się z marginesu społecznego, którzy dopuszczają się ciężkich zbrodni ale bynajmniej nie posiadają oni monopolu na zabójstwa, gwałty i inne. I tu właśnie należy przytoczyć kilka informacji, które mogą niektórych bardzo zdziwić. SS-mani służący w Einsatzgruppen mogą się wydawać zwierzęcymi bestiami, prymitywami i troglodytami. Nic bardziej błędnego, dwie trzecie członków Einsatzgruppen miało wyższe wykształcenie prawnicze lub ekonomiczne, a jedna trzecia doktoraty. Najlepszymi przykładami są tu Ernst Biberstein (pastor i teolog) czy Otto Ohlendorf (doktor prawa, który skończył trzy fakultety uniwersyteckie). Podałem te informacje bynajmniej nie po to, by gloryfikować zbrodniarzy czy zmazać z nich część winny, ale po to by pokazać, że tych ciężkich zbrodni dopuszczali się ludzie wykształceni, co jeszcze bardziej niekorzystnie świadczy o oprawcach. Jeżeli do tego weźmiemy jeszcze pod uwagę liczbę osób zamordowanych przez Einsatzgruppen na froncie wschodnim wynoszącą około 1 250 000 ofiar i skonfrontujemy to z wąską grupą sprawców tych czynów, wynoszącą około 3,5 tyś. ludzi, to wyłania się nam porażający obraz zbrodni.



Będę powoli zmierzał do końca mojej recenzji. Na zakończenie kilka słów o aktorze grającym główną rolę, muzyce, oraz swoistej demoniczności świata przedstawionego w filmie. W rolę młodego Flory wcielił się 15 letni Aleksiej Krawczenko, który spisał się znakomicie, mimika jego twarzy oddawała wszelkie cierpienia, których stał się uczestnikiem. Główny bohater często porażony nagłą afazją spogląda niewidomymi oczyma na świat którego umysł nie jest w stanie zaakceptować. Aż dziw, że wspaniała gra nastoletniego Krawczenki nie została nagrodzona Oskarem. Odnośnie muzyki, warto zwrócić uwagę, że w filmie wykorzystano utwory wielkich niemieckich kompozytorów: Requiem - Lacrimosa autorstwa Wolfganga Amadeusza Mozarta (utwór pojawia się po pacyfikacji wsi na zakończenie filmu) czy wspomniany już wcześniej "Rajd Walkirii" skomponowany przez Richarda Wagnera. Jest to w pewnym sensie zwrócenie uwagi i zarazem pewne niezrozumienie tego, że tak potwornych czynów dopuścili się Niemcy, przedstawiciele narodu o wysokiej kulturze, powszechnie uważanego za naród filozofów, poetów i kompozytorów. Warto zaznaczyć, że największy rozkwit kultura niemiecka przeżywa w okresie romantyzmu i neoromantyzmu. Jest to o tyle istotne, że romantyzm a zwłaszcza późniejszy neoromantyzm daje początek ideologii zwanej volkizmem, będącej ważnym czynnikiem kształtującego się nazizmu lat dwudziestych XX wieku. Dzieło Klimowa jest pełnym symboliki i niezwykle sugestywnym obrazem wojny będącej Pandemonium, siedzibą Szatana. Siła filmu tkwi w dosłowności przedstawionej historii, ale również w specyficznej niejednoznaczności, gdzie wszystkie elementy odnoszą się do czegoś, co znajduje się poza nimi. Świat przedstawiony przez Klimowa jest iście demoniczny, wszystko za sprawą dużego realizmu przedstawianych obrazów: surowej białoruskiej przyrody (bagna, iglaste lasy, podmokłe łąki), uwydatnienia ludzkiej brzydoty (ludzie brzydcy jak z obrazów Brueglów) wszystko to sprawia wrażenie, że Świat jest jakimś upiornym, odrażającym miejscem a człowiek marną istotą.

"Pandemonium" obraz Johna Martina z 1841 roku, wyobrażenie centrum piekła według "Raju utraconego" Johna Miltona


Podsumowując, film "Idź i patrz" to wstrząsający obraz na długo zapadający w pamięć, jeden z najlepszych filmów wojennych, jednocześnie jedno z największych dzieł w historii kina. Skłaniający do refleksji nad człowiekiem, nad sensem historii i celowością dziejów. Należy znać. Wielkie kino, moja ocena: 10/10


słynna scena w której Florya strzela do portretu Hitlera



fragment Lacrimosa mszy żałobnej Requiem autorstwa Wolfganga Amadeusza Mozarta


Postanowiłem, że od tej recenzji będę dodawał specjalną informację dotyczącą panoramicznego obrazu. Obejrzałem już bardzo wiele filmów na 42 calowym panoramicznym telewizorze i mogę stwierdzić, że niektóre tytuły, których jest zaledwie kilka, zyskują inny wymiar niż gdyby oglądało się je na zwykłym telewizorze lub ekranie komputera. Będzie to informacja dodawana do filmów, które uważam, że powinno się bezwzględnie obejrzeć na takim ekranie. Oglądając obraz Klimowa na takim ekranie ma się nieodparte wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach mających miejsce w filmie. Informacja dedykująca dany film dużym ekranom panoramicznym będzie zamieszczana zawsze na końcu recenzji i będzie zaopatrzona w poniższy obrazek (16:9).

wtorek, 20 kwietnia 2010

Aguirre, gniew boży

Dzisiaj film który niedawno sobie odświeżyłem - "Aguirre, gniew boży", film w reżyserii Wernera Herzoga, który widziałem po raz pierwszy w 2006 roku, pamiętam, że wywarł na mnie wtedy bardzo duże wrażenie, oglądając go ponownie po dłuższej przerwie mogę stwierdzić, że film nic nie stracił ze swojego klimatu, podobał mi się jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. Film przedstawia historię wyprawy konkwistadorów z roku 1560/61 w celu odnalezienia legendarnego El Dorado, należy na wstępie zaznaczyć, że obraz nie jest dokładną rekonstrukcją historycznych wydarzeń ale historią raczej luźno powiązaną z prawdziwymi wydarzeniami. Ekspedycją dowodzi Gonzalo Pizarro (zmarł w 1548 roku) - jest to jedyna postać w filmie, która w rzeczywistości już nie żyła, wszystkie pozostałe postacie są jak najbardziej historyczne i związane z wyprawą roku 1560/61. Chodzi tu oczywiście o Pedro de Ursúę (który był faktycznym przywódcą całej wyprawy - w filmie jest przedstawiony jako dowódca małej wyprawy zwiadowczej wysłanej przez Pizarra), jego narzeczoną Doñe Inez de Atienzie, tytułowego konkwistadora Lope de Aguirre (w tej roli znakomity Klaus Kinski) i jego córkę oraz szlachcica Fernando de Guzmána i brata zakonnego Gaspara de Carvajala. To luźne powiązanie z faktami nie jest bynajmniej zarzutem pod adresem filmu, który nie miał być historyczną rekonstrukcją wydarzeń tylko miał na celu pokazanie pewnych ludzkich zachowań, ciemnej strony ludzkiej natury.

Pedro de Ursúa i Inez de Atienzia

Przejdźmy zatem do fabuły. Jak już wcześniej wspomniałem film przedstawia historię wyprawy Gonzalo Pizarra, której zadaniem jest odnalezienie mitycznego El Dorado. Po przekroczeniu Andów Pizarro wysyła małą, liczącą 40 osób grupę na rekonesans, jej dowódcą zostaje Pedro de Ursúa. Kłopoty zaczynają się bardzo szybko gdy konkwistadorzy tracą jedną z tratw oraz 7 ludzi. W małej grupie szybko dochodzi do nieporozumień, głównie za sprawą przebiegłego Aguirre. Gdy ekspedycja traci pozostałe tratwy w wyniku przypływu, Ursúa jest gotów wracać na piechotę do obozu Pizarra, co wcale nie jest po myśli Aguirre, któremu marzą się bogactwa i złoto El Dorado. W wyniku zdrady przejmuje faktyczne dowództwo nad grupą, jest to jednak dopiero początek popisu jego sprytu i umiejętności manipulacji. By zachować pozory wybiera na marionetkowego wodza, opasłego i próżnego szlachcica Fernando de Guzmána. Aguirre gra na najniższych ludzkich instynktach, poparcie udaje mu się osiągnąć za pomocą strachu, który budzi wśród współtowarzyszy oraz mamiąc ich bogactwami, które są jakoby na wyciągnięcie ręki. Sytuacja ta obrazuje narastającą żądzę władzy oraz bogactw, której uległ tytułowy bohater. Aguirre nie cofnie się przed niczym i nikim by spełnić swe cele, demonstruje przy tym również pychę i pewną manię wielkości, która wyraża się w przytaczaniu historii Hernana Corteza, który z garstką ludzi podbił imperium Azteków, porównując tym samym siebie do słynnego konkwistadora.

Aguirre i jego kompania straceńców

Film pokazuje jak silny może być wpływ jednostki, silnego charakteru na grupę, która podąży za nim jak ślepcy za widzącym. Główny bohater stopniowo popada w coraz większy obłęd, ciągnie swych ludzi ku niechybnej zagładzie. Bardzo podobało mi się w jaki sposób Herzog przedstawił osobowość i zachowanie ludzi z dala od cywilizacji w samym sercu okrutnej i potężnej natury, która stopniowo przez swą monotonię coraz bardziej osacza i przygnębia uczestników owej wyprawy. Pokazuje to również jak człowiek jest słaby i wątły w obliczu całej jej potęgi. Bardzo dobrym przykładem jest tu brat zakonny Gaspar de Carvajal, którego wiara jest powiedzmy sobie wątpliwa i który stara się zawsze dostosować do zaistniałej sytuacji, nie jest bynajmniej autorytetem moralnym jakim powinien być. W konfrontacji z Indianami podejmowanymi na tratwie odzywają się w nim skrajnie negatywne cechy fanatyka religijnego. Warto również zwrócić uwagę na pewien związek filmu z opowiadaniem Josepha Conrada "Jądro ciemności" oraz filmami na jego podstawie "Jądro ciemności" i "Czas Apokalipsy". W filmie Herzoga również mamy szalonych samozwańców (Aguirre i Fernando de Guzmán) owładniętych manią wielkości i żądzą władzy, takich samych jak w dwóch wyżej wymienionych filmach. Aguirre jest jednak na innym etapie, dopiero poszukuje swojej enklawy gdzie będzie mógł zdobyć bogactwa i władzę. Obydwaj z de Guzmánem chełpią się wielkością terytorium, które biorą w posiadanie, jest to jednak władza zwyczajnie iluzoryczna, realna ich władza ogranicza się jedynie do tratwy na której płyną przez nieokiełznaną rzekę, będącą otchłanią.

Wyprawa dociera do wioski ludożerców

W filmie utkwiła mi w pamięci szczególnie jedna scena, gdy zdenerwowany de Guzmán nakazuje zrzucić konia z tratwy. Myślę, że ta scena definitywnie pieczętuje późniejszy tragiczny los konkwistadorów. Koń, znakomity straszak na Indian w najgorszym razie pożywienie dla cierpiących z głodu Hiszpanów jest tu również pewnym symbolem - Aguirre patrząc z tratwy na konia który stoi na brzegu i po chwili znika w dżungli, zdaje sobie sprawę, że to już koniec, że nikt nie wyjdzie z tej wyprawy żywy, po raz pierwszy na jego twarzy uwidacznia się strach. Później jest tylko coraz gorzej, Aguirre sypie irracjonalnymi monologami jak z rękawa, szaleństwo i obłęd narasta. Indianie atakują tratwę strzałami, są zabici. Lejący się z nieba żar oraz zmęczenie i niedożywienie sprawiają, że członkowie wyprawy zaczynają chorować. Agonia ekspedycji trwa.

Piękna Helena Rojo jako Inez de Atienzia

Teraz słów kilka o hipnotyzującym klimacie tajemniczości i oniryzmu, który jest generowany przez obraz monotonnej przyrody oraz wspaniałą ścieżkę dźwiękową stworzoną przez Popol Vuh, krautrockowo-medytacyjną kapelę z Niemiec. Główny motyw muzyczny doskonale pasuje do obrazów w filmie: lasów, słońca, rzek i gór. Powtarzany wiele razy w trakcie filmu sprawia, że świadomość przenosi się bezwolnie w naładowane specyficznym niepokojem miejsca. Równie dobre wrażenie robią ciekawe kadry i ujęcia. Na najwyższe uznanie zasługuje Klaus Kinski, którego rola to jedna z jego najwspanialszych kreacji. To również za sprawą fenomenalnej gry Kinskiego trudno oderwać wzrok od ekranu, doskonale przedstawił cechy osobowości psychopatycznej, którymi odznaczał się tytułowy Aguirre.

Wyprawa Pizarra przekracza Andy

Podsumowując "Aguirre, gniew boży" to jeden z moich ulubionych filmów, hipnotyzujący klimat, studium szaleństwa i żądzy władzy oraz uniwersalna historia o poszukiwaniu utopijnego świata, zakończona klęską. Historia o człowieku, który chciał zostać królem El Dorado a został jedynie królem małp. Wybitne kino, moja ocena: 9/10.




charakterystyczny motyw muzyczny autorstwa Popol Vuh