Dzisiaj recenzja filmu "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" z roku 1981. Obraz będący remakem filmu z 1946 roku jest połączeniem kilku gatunków filmowych: czarnego kryminału, thrillera erotycznego, dramatu sądowego i melodramatu. Mimo, że fabuła nawiązuje do pierwowzoru z 1946 roku, to jednak porównywać obydwa filmy nie sposób. Bob Rafelson, raczej mało znany w Polsce reżyser, ale mający w swoim dorobku znakomite "Pięć łatwych utworów", po raz kolejny przedstawia smutek i marność ludzkiej egzystencji tyle tylko, że w innej, bo nietypowo dramatycznej aranżacji. Na fabułę składa się tu: pożądanie, które później przerodzi się w miłość, intryga i zbrodnia godna dobrego filmu noir.
Należałoby pokrótce przybliżyć fabułę: lata 20 lub 30 XX wieku, Stany Zjednoczone, Frank Chambers - chłopek roztropek (w tej roli znakomity Jack Nicholson), pospolity w tamtych czasach włóczęga i zarazem sprytny cwaniak, przemierzając kraj trafia do przydrożnej restauracji należącej do greckiego emigranta Nicka Papadakisa. Prawdopodobnie Chambers, udałby się dalej w drogę, gdyby nie oferta pracy mechanika samochodowego oraz młoda ponętna żona zgrzybiałego Greka, która wpadła Frankowi w oko. Wiodąca nudne i raczej nieszczęśliwe życie Cora Papadakis (w tej roli Jessica Lange) stopniowo ulega zainteresowaniu nowego przybysza, czego wynikiem jest namiętna i zarazem odważna nawet jak na dzisiejsze czasy, scena seksu na kuchennym stole. Pożądanie jakie łączy parę kochanków jest silniejsze od powściągliwości i chłodnej analizy, dlatego też stanie się ono główną motywacją działań filmowych bohaterów. Frank i Cora niemal przez cały czas trwania filmu toczą ze sobą swoisty pojedynek psychologiczny, a ich relacja jest wyjątkowo napięta. Na tym zakończę wstęp fabularny, ponieważ dalsze zdradzanie szczegółów fabuły odebrałoby przyjemność z oglądania tym, którzy jeszcze filmu nie widzieli. Należy jedynie zaznaczyć, że bohaterowie są tu w pewnym sensie bezwolnymi pionkami w rękach losu, który kilkukrotnie zatacza koło. Przez taki zabieg, film cały czas trzyma widza w napięciu o różnym stopniu natężenia. Mnie osobiście w kilku momentach szybciej zabiło serce, czego nie uświadczyłem w sporej liczbie kryminałów czy thrillerów.
Parę słów należy poświęcić grze aktorskiej, która stoi na bardzo wysokim poziomie. Jack Nicholson jak zwykle genialny, trzyma wysoki poziom swoich najlepszych ról, wykreowanych jeszcze w latach 70. Jessica Lange również zagrała wybitnie, stworzona przez nią rola Cory Papadakis jest naprawdę sexy. Anjelica Huston zagrała poprawnie, ale jej rola jest marginalna, tak więc trudno ją jakoś szerzej skomentować. Mnie bardzo spodobała się drugoplanowa rola Michaela Lernera, który wcielił się w rolę cwanego i jednocześnie niezwykle skutecznego prawnika. Scen z jego udziałem było niewiele, ale prezentowany przez niego spryt, inteligencja i przebiegłość nadają jego roli niezwykłej wyrazistości i autentyczności. Z dobrą grą aktorską doskonale współgrają klimatyczne ujęcia, nakręcone przez Svena Nykvista, etatowego operatora filmów Ingmara Bergmana. Wszystko to w połączeniu z pojawiająca się z rzadka, nerwową, ale jednocześnie bezpretensjonalną muzyką, dobrze wpływa na budowany w filmie klimat.
Na zakończenie warto odnieść się do tytułu, który nie może być interpretowany dosłownie, to przenośnia odnosząca się do przewrotnego losu, ciążącego fatum, lub jak kto woli, sprawiedliwości wymierzanej życiu przez śmierć. Bohaterowie filmu są tym samym jak bohaterowie antycznej tragedii, wszystkie ich działania muszą zakończyć się katastrofą.
Podsumowując, film Boba Rafelsona to znakomity obraz, ukazujący ludzi owładniętych pożądaniem, które przeradza się w namiętną chodź nie łatwą miłość, poszukujących namiastki szczęścia nawet za cenę zbrodni, próbujących nadać sens swemu życiu. Film gorzki i o pesymistycznej wymowie, mimo tego polecam. Nie mogłem się zdecydować jaką wystawić ocenę: 8 (bardzo dobry) czy 9 (znakomity)? Film nosi wszelkie znamiona znakomitości, niemniej jednak 9 wydała mi się oceną za wysoką, 8 natomiast za niską ze względu na to, że film jest lepszy niż bardzo dobry. Dlatego też zdecydowałem się na: +8/10, lub inaczej 8,5/10.
Dzisiaj recenzja znakomitego, ale zarazem niezwykle ciężkiego obrazu - "Palacz zwłok". Nakręcony w 1969 roku film, jest adaptacją powieści Ladislava Fuksa pod tym samym tytułem. Na początku chciałbym zaznaczyć, że film osobiście zaliczam do grona 10 najlepszych filmów jakie do tej pory widziałem. Obraz wyreżyserowany przez Juraja Herza, jest wyjątkowy pod każdym względem. Być może, to moje subiektywne zdanie, ale filmów równie oryginalnych i zarazem ciężkich ze względu na tematykę w nich poruszaną jest niewiele.
Bohaterem fabuły jest drobnomieszczanin niemieckiego pochodzenia, pan Karl Kopfrkingl, kremator zwłok w miejskim krematorium. Mogłoby się wydawać porządny obywatel: spokojny, kulturalny, posiadający rodzinę i dobrze płatną pracę. To jednak tylko pozory, za tym płaszczykiem przyzwoitości kryje się jednak zło w najczystszej postaci. Akcja filmu rozgrywa się w Czechosłowacji lat 1938 - 1939, w trudnym dla naszych południowych sąsiadów okresie historycznym. W tle rozbrzmiewają echa czechosłowacko - niemieckiego sporu o Sudetenland, układu monachijskiego i w końcu zajęcia Czech przez wojska III Rzeszy 15 marca 1939 roku. To właśnie te wydarzenia, obudzą w owładniętym manią śmierci i kremacji, panu Kopfrkinglu prawdziwego potwora. Główny bohater szybko odnajdzie się w rzeczywistości nowo powstałego Protektoratu Czech i Moraw, pragmatyzm i konformizm Kopfrkingla pozwoli mu zrobić szybką karierę w strukturach nazistowskiego, marionetkowego tworu administracyjnego. Jednocześnie fascynacja śmiercią i kremacją znajdzie nowe ujście w nowych możliwościach jakie zaistnieją już wkrótce w całej podbitej przez III Rzeszę Europie, gdy liczne krematoria wypuszczą w powietrze kłęby dymu palonych ciał.
Psychopatyczność kapłana świątyni oczyszczającego ognia
Karl Kopfrkingl znakomicie zagrany przez Rudolfa Hrušínskýego, to chyba największy psychopata w dziejach światowej kinematografii. Żaden Hannibal Lecter, czy inny czarny charakter nie może się równać z tym Belzebubem w ludzkiej skórze. Psychopatyczność głównego bohatera jest doprawdy przerażająca, jego ciągłe nawiązania do śmierci i ciałopalnego pochówku mają znamiona psychopatycznej manii, a towarzyszący temu stan euforii i szyderczy uśmieszek często obecny na twarzy, tylko dopełniają demonicznego obrazu złej duszy pana Kopfrkingla, ponadto to niebezpieczny, pozbawiony sumienia socjopata i patologiczny erotoman. Na dodatek sam uważa siebie za uczciwego i sprawiedliwego człowieka. Filmowy bohater stale porusza temat cierpienia ludzkości, widać w nim pewną co prawda dziwaczną empatię, co jednak nie przeszkadza mu w szybkim adaptowaniu się do nowo zaistniałych wydarzeń, jego pragmatyzm jest porażający. Całości dopełnia sakralizacja pracy, którą wykonuje główny bohater. W pewnym sensie nie ma w tym nic dziwnego, praca krematora jest podstawą utrzymania całej rodziny Kopfrkinglów. Z drugiej jednak strony, sposób w jaki czyni to pan Kopfrkingl nosi znamiona fobii, ciągłe nawiązania do wykonywanej pracy: w domu, na spacerze, przy stole podczas posiłków, wszędzie, gdzie tylko można coś powiedzieć. Co mnie jednak najbardziej przeraża, to to, że wszystkie wywody bohatera filmu Juraja Herza nie są pozbawione logiki czy znamion logicznego myślenia. Może to co napisałem wydaje się dziwne, ale logika nie jest od tego, by zadawała sobie pytania o słuszność założeń, ale od logicznego łączenia ze sobą różnych faktów, tak jak czyni to pan Kopfrkingl. Śmierć jest bezsprzecznie uwolnieniem od bólu i cierpienia, wszystko jedno, czy do tego wniosku prowadzi tybetańska nauka oczyszczania z ziemskiego cierpienia, jak to jest w przypadku głównego bohatera, czy wiara chrześcijańska lub cokolwiek innego. Każde ludzkie i zwierzęce życie podlega jakiemuś "rozkładowi jazdy śmierci", który od krematorium Kopfrkingla różni się tylko mniejszą precyzją i przejrzystością. Wracając do psychopatyczności pana Kopfrkingla, to jest tego bardzo dużo, począwszy od wgniatających w fotel monologów o piecach na 1000 ciał, porównań kremacji do wypieku chleba, przepisów kremacyjnych oprawionych w ramkę, stanowiących ozdobę domu, czy zbiór martwych muszek służący jako ozdoba ścienna tylko dlatego, że przedstawia martwą materię organiczną. Kończąc na uwielbieniu dla łazienki jako najładniejszego pomieszczenia w mieszkaniu, najpewniej najbardziej przypominającego sale kostnicy i krematorium.
Karl Kopfrkingl archetypem nazisty?
Archetypem to zbyt wiele powiedziane, ale w postaci tej można dostrzec pewne nawiązania do archetypu nazisty: fascynacja muzyką poważną oraz filozofią i kulturą wschodu, to bezwątpienia cechy, które charakteryzowały wielu wysoko postawionych nazistów. Najlepiej świadczy o tym fascynacja Hitlera muzyką Wagnera, czy niemiecka ekspedycja do Tybetu z 1938 roku, którą zorganizowała Ahnenerbe - nazistowska organizacja badawcza. Pan Kopfrkingl również jest wielbicielem muzyki poważnej - muzyki rodziny Straussów, Franciszka Liszta i innych. Podobnie jest z fascynacją Kopfrkingla Tybetem, którą czerpie z książki autorstwa francuskiej orientalistki Alexandry David-Néel, która spędziła w Tybecie kilka lat. O jaką dokładnie książkę tej autorki chodzi tego nie wiemy, być może chodzi o "Mistycy i cudotwórcy Tybetu" lub "Lama pięciu mądrości" albo jeszcze coś innego? Należy jednak zaznaczyć, że Kopfrkingl nie stał się nazistą od razu, ba, nie stał się nim nigdy w sensie ideologicznym. Na tym, że psychopatyczny bohater uległ czarowi nazizmu zaważyły w głównej mierze cechy zdiagnozowanej przez Theodora Adorno osobowości autorytarnej, których część filmowy bohater niewątpliwie posiadał. Kopfrkingl początkowo odnosił się z niechęcią do swojej niemieckości i był zwolennikiem Republiki Czechosłowackiej, za obywatela której się uważał, dodatkowo wysoko cenił sobie znajomości z Żydami takimi jak: Pan Strauss czy doktor Bettelheim. Podatny na sugestie bohater, stopniowo zmienia nastawienie pod wpływem rozmów z dawnym kolegą z wojska, z którym walczył za Austro-Węgry w I wojnie światowej, z inżynierem Walterem Reinke, członkiem SdP (Sudetendeutsche Partei - Partia Niemców Sudeckich), przedstawiającym swojemu przyjacielowi wizję nowego ładu, nowego doskonałego Świata, wolnego od nieszczęść i niesprawiedliwości, który może zapanować tylko dzięki Führerowi i potędze III Rzeszy. Stopniowo, zdziwaczały ojciec rodziny przeradza się w prawdziwego potwora. Pan Kopfrkingl będzie musiał ponieść ciężkie ofiary, by móc oddać się w pełni przyjemnościom czerpanym z przemieniania ludzkich zwłok w proch. Jak się okaże, przyjdzie mu to z nadzwyczajną łatwością, wszystko po to, by zaspokoić swoje chore fascynacje. Szaleństwo Kopfrkingla osiąga apogeum, przybierając symptomy posłannictwa, przejawia się to między innymi w ostatniej scenie filmu w wypowiedzianych przez niego słowach:
"Nikt nie będzie cierpiał. Ocalę ich wszystkich. Cały świat"
Wydaje się, że film Juraja Herza, to jedna z najdoskonalszych analiz fenomenu nazizmu, według której źródłem nazizmu była drobnomieszczańska kultura niemiecka. Ta sama drobnomieszczańska kultura, którą krytykował już w 1901 roku Tomasz Mann w swojej powieści "Buddenbrookowie: Dzieje upadku rodziny". Cały rys tego mieszczańskiego życia pokazuje, że etos dobrze wykonywanej pracy, brak indywidualizmu, postrzeganie człowieka jako najsprawniejszego trybiku w wielkiej maszynie społecznej, skrajne dążenie do uporządkowania, uregulowania i zaszufladkowania całej rzeczywistości prowadzi do powstawania takich właśnie potworów - porządnych obywateli, takich jak Pan Kopfrkingl, który nie pali papierosów, jest abstynentem, dba o rodzinę i nabożnie wykonuje swoją pracę. Podobnych i równie ciekawych analiz społeczno - psychologicznych fenomenu nazizmu jest oprócz "Palacza zwłok" jeszcze kilka, są to między innymi: powieść "Łaskawe", której bohaterem jest Max Aue oficer SS, jedna z bardziej intrygujących literackich postaci, bardzo dobry film Miachaela Haneke - "Biała wstążka", czy naukowe opracowanie "Wobec faszyzmu" będące zbiorem esejów autorstwa niemieckich intelektualistów. Przykładów jest oczywiście więcej, ale chodziło mi o podanie chociaż po jednym przykładzie dla: literatury, filmu oraz literatury naukowej. Wszystkie wyżej wymieniowe tytuły prędzej czy później pojawią się na moim blogu w postaci recenzji.
Kobieta w czerni
W filmie występuje postać czarnowłosej kobiety, pojawiającej się w momentach niecnego postępowania bohatera, to najwidoczniej sumienie pana Kopfrkingla, które kilkakrotnie w trakcie trwania filmu się odzywa. Chyba najlepiej tłumaczy taką interpretację ostatnia scena w filmie, gdy "sumienie" biegnie za samochodem, którym odjeżdża Kopfrkingl, udający się do pracy nad ważnym, ściśle tajnym "projektem" - opracowaniem teoretycznym metod spalania dużej ilości zwłok na potrzeby ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.
Wymiar artystyczny i nawiązania
Recenzując film "Palacz zwłok", należy również poświecić nieco miejsca formie artystycznej obrazu. W filmie zastosowano dość eksperymentalny montaż, Stanislav Milota nakręcił specyficzne zdjęcia, skupiające się na poszczególnych elementach ciał bohaterów lub ich otoczenia, kilkukrotnie wykorzystał tzw. „rybie oko”. Zdjęcia są znakomicie skontrastowane, tworzą spójną całość. Sceny płynnie przechodzą w kolejne ujęcia rozgrywające się w różnej scenerii i czasie. Całości klimatu dopełnia znakomita muzyka Zdenka Liški, która trzeba przyznać, doskonale komponuje się z obrazami wyświetlanymi na ekranie. Zdjęcia do filmu kręcono aż w trzech krematoriach, ale to krematorium w Pardubicach jest tym, które nadało zewnętrzny wygląd filmowej świątyni oczyszczającego ognia pana Kopfrkingla. Jeżeli chodzi o nawiązania do innych tytułów, to część ujęć jest podobnych do tych z "Psychozy" autorstwa Alfreda Hitchcocka. Jeszcze innym skojarzeniem jakie przychodzi mi na myśl jest porównanie wnętrz krematorium Kopfrkingla do lekko upiornej atmosfery wnętrz rodem z klasycznego niemieckiego, niemego horroru "Gabinet doktora Caligari" z roku 1920.
Krematorium w Pardubicach
Podsumowując, film Juraja Herza to jeden z najwnikliwszych i najciekawszych obrazów narodzin ludzkiego zła, pokazany przez pryzmat rozprzestrzeniającego się nazizmu oraz nienormalnych i niezdrowych fascynacji i zainteresowań. Film, w którym bardzo ważne jest tło społeczno-historyczne. Do tego wgniatająca w fotel rola Rudolfa Hrušínskýego, którą to rolę można uznać za jedną z najznakomitszych męskich kreacji w historii kina. Całość jest niezapomnianym przeżyciem, historią, która na zawsze zapada w pamięć. Należy znać. Wielkie kino, prawdziwa perła czeskiej nowej fali. Moja ocena: 10/10.
Dzisiaj recenzja filmu mocno odbiegającego tematyką i gatunkiem od filmów opisywanych do tej pory na moim blogu. Mowa o filmie "Pojedynek na szosie". Obraz będący debiutem reżyserskim Stevena Spielberga nie jest filmem, który zawierałby jakieś przesłanie natury filozoficznej, moralnej czy historycznej. Jest to kino akcji, ale nie tandetne jak jest to w przypadku większości współczesnych produkcji, ale kino w starym dobrym stylu, można by rzec klasyk. Film rzecz jasna posiada przesłanie, ale bardziej natury społecznej i dla jego zrozumienia nie potrzeba prowadzić jakiś wywodów filozoficzno - światopoglądowych, ideologicznych czy też etycznych, ale o tym szerzej nieco później.
Nakręcony w 1971 roku film został wyprodukowany na potrzeby telewizji a nie kina jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej dziwi fakt, że film planowany jako weekendowa, telewizyjna rozrywka okazał się tak dobrą produkcją. Ten niskobudżetowy obraz zebrał znakomite opinie wśród widzów, recenzentów oraz krytyków filmowych. Co złożyło się na sukces filmu? Na początek należy przybliżyć fabułę: David Mann wyjeżdża samochodem na spotkanie biznesowe, już pierwsze sceny doskonale pozwalają wczuć się w przyjemny nastrój podróży samochodem, widzimy obraz zza kierownicy, począwszy od wyjazdu sprzed domu, przez skrzyżowania w mieście, następnie przedmieścia i wjazd na autostradę, w tle brzmią komunikaty radiowe na temat sytuacji i natężenia ruchu na drogach. David spokojnie rozpoczyna drogę do celu swojej podróży, najpewniej ma głowę zaprzątniętą swoimi sprawami, nie może nawet przypuszczać, że już wkrótce kierowca pewnej ciężarówki stanie się głównym obiektem analizy jego kotłujących się myśli. Niespodziewanie, przyjemna podróż samochodem zmienia się w prawdziwy horror i walkę o przetrwanie. Tak pokrótce można zarysować fabułę filmu. Co najważniejsze fabuła nie jest historią niemożliwą czy nieprawdopodobną do zaistnienia, więcej, w świetle niecnych dokonań seryjnych morderców oraz słynnych psychopatów jest jak najbardziej wiarygodna. W tym momencie należy zwrócić uwagę na oczywiste przesłanie filmu, czyli niepewność tego co może cię spotkać, co złego może się tobie przytrafić, i nie mam tu na myśli wypadków losowych jak wypadki samochodowe czy wypadki podczas pracy będące wypadkową różnych czynników i błędów. Chodzi mi raczej o niecne intencje jakie mogą mieć wobec ciebie osoby trzecie. Wydaje mi się, że ludzie zwyczajnie lekceważą podstawy ostrożności w kontaktach z obcymi ludźmi, tymczasem intuicja nakazywałaby przynajmniej minimalną ostrożność, podejrzliwość czy wręcz rezerwę. Nie wiem skąd się to bierze, czy z braku wyobraźni, przekonania o niedorzeczności wystąpienia sytuacji zagrożenia, czy może ze zwykłego lekceważenia ostrzeżeń, czego najlepszym dowodem jest łamanie przepisów drogowych czy bagatelizowanie ostrzeżeń medialnych przed natężonym ruchem drogowym w okresie różnego rodzaju świąt, a co tu dopiero mówić o zagrożeniach o charakterze kryminalnym. Może się to wydać nadmierną ostrożnością, ale głośne sprawy kryminalne nie kłamią i dają jasny przekaz, zbytnia otwartość w kontaktach i obdarzanie obcych osób zaufaniem może zakończyć się tragicznie.
Warto również poruszyć temat wyboru przez prześladowcę swojej ofiary. Jak dowodzą różne badania kryminalistyczne wybór ofiary przez mordercę nie podlega żadnym z góry ustalonym regułom. Są to raczej wytworzone przez mordercę, indywidualne preferencje doboru ofiary oparte bądź na urojonych wyobrażeniach bądź wynikające z przypadku zaistniałej sytuacji. Choćby z takiego względu człowiek nigdy nie może być pewny czy nie stanie się obiektem przemocy ze strony jakiegoś zwichrowanego osobnika. Podobnie jest z filmowym bohaterem, którym jest zwyczajny mężczyzna w średnim wieku i który nie wiedząc czemu staje się celem kierującego ciężarówką maniaka. Ta zwyczajność filmowego bohatera również jest wielkim plusem, to właśnie on a nie niezwyciężony heros staje do walki o swoje życie. Takie przedstawienie sprawy przez Spilberga sprawia, że widz identyfikuje się z filmowym Davidem, który znalazł się w zupełnie ekstremalnej sytuacji, dodatkowo dzięki takiemu zabiegowi reżyser w łatwy sposób zaprzęga widza do odczuwania i przeżywania stanów emocjonalnych filmowego bohatera.
"Jak to nigdy nic nie wiadomo. Żyjesz w przekonaniu, że pewne rzeczy są niezmienne. Jak bezpieczna jazda autostradą, bez lęku, że ktoś próbuje cię zabić. A potem zdarza się coś takiego, 20 minut, które burzy twoje życie. Pęka więź ze światem i wracamy do dżungli."
Film przez cały czas trzyma w napięciu, kierowca ciężarówki ani przez moment nie daje czasu na wytchnienie swojej ofierze, dodatkowo prowadzi przeciw Davidowi wyjątkowo perfidną grę psychologiczną prezentując tym samym niebywały sadyzm psychologiczny. Należy zaznaczyć, że dzięki zabiegowi Spilberga, który nie zdradza nam twarzy psychopatycznego kierowcy, film zyskał dużo na klimacie. Klimat w filmie buduje również dynamiczny montaż oraz doskonałe zdjęcia skupiające się na przebiegu pojedynku, emocjach rysujących się na twarzy Davida czy szczegółach ciężarówki będącej personifikacją prześladowcy. Recenzując film "Pojedynek na szosie" nie można zapominać o samochodach, których rola jest bardzo ważna. Obskurna ciężarówka to Peterbilt 281 z 1955 roku, natomiast samochód Davida to Plymouth Valiant należący do trzeciej generacji tego modelu, produkowanej w latach 1967-1973. Mimo, że Valiant nie należał do klasycznych muscle car'ów i był samochodem typowo rodzinnym, to mimo wszystko całkiem żwawe z niego auto.
Biblijna symbolika w filmie "Pojedynek na szosie"
Mało kto zwraca na to uwagę ale filmowy bohater nie przypadkowo nazywa się David, jest to jak najbardziej świadome nawiązanie Spilberga do biblijnej walki Dawida z filistyńskim Goliatem. Jeżeli wziąć jeszcze pod uwagę nazwę modelu samochodu Davida czyli Valiant (dzielny, mężny) to nie można mieć chyba żadnych wątpliwości. Tak wiec dzielny David walczy o przeżycie z potężnym "Goliatem".
Film polecam oglądać na dużym ekranie panoramicznym wtedy obraz jeszcze bardziej zyskuje na efekcie wizualnym. Olbrzymia ciężarówka oraz zbliżenia jej poszczególnych części pojawiające się na ekranie, stwarzają wrażenie, że oto za chwilę Peterbilt 281 wjedzie przez telewizor do waszego pokoju. Jeżeli połączymy to jeszcze z bardzo dobrym udźwiękowieniem filmu, w którym odgłosy pracującego silnika lub potężny ryk trąb ciężarówki jest kilkukrotnie mocniejszy od pozostałych dźwięków to uzyskujemy bardzo realistyczny efekt. W wyniku uzasadnienia, film dedykuję dużym ekranom panoramicznym i nagradzam obrazkiem 16:9.
Podsumowując, film Stevena Spilberga to trzymający w napięciu, sprawnie zrealizowany thriller, klasyk kina akcji lat siedemdziesiątych, który wysoko cenię. Stąd wysoka ocena nie powinna być zaskoczeniem. Moja ocena: 9/10.
Dzisiaj recenzja filmu "Konformista" z 1970 roku, autorstwa Bernardo Bertolucciego. Film opowiada historię młodego faszysty - Marcello Clerici (w tej roli Jean-Louis Trintignant) i jak sama nazwa wskazuje porusza w szerokiej perspektywie temat konformizmu. Zagadnienie o tyle ciekawe, że większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy jak konformizm wpływa na ludzkie zachowania i jak często dla wygody całe rzesze ludzi przyjmują bezpieczną postawę społeczną, tylko po to by nie iść pod prąd powszechnie obowiązującym opiniom czy trendom. W swojej recenzji postaram się zawrzeć sporo swoich przemyśleń, które nękały mnie po obejrzeniu filmu, zahaczymy o wątki filozoficzne - bez tego po prostu nie może się obejść, ale również przyjrzymy się pewnym aspektom (konformistycznym) które miały wpływ na powstanie włoskiego faszyzmu a których szereg analogicznych można znaleźć w niemieckim naziźmie czy radzieckim komuniźmie ale również paradoksalnie i to przede wszystkim w niedoskonałej formie rządów jaką jest rozpowszechniona na całym świecie demokracja.
Na początek warto zaznaczyć że "Konformista" Bertolucciego jest dość swobodną adaptacją powieści autorstwa Alberto Moravii pod tym samym tytułem. Jak już wspominałem, bohaterem filmu jest Marcello Clerici, młody wykształcony faszysta, członek aparatu represji faszystowskich Włoch. W filmie pada stwierdzenie, że jest członkiem organizacji zajmującej się zwalczaniem antyfaszyzmu, dla laika może się to wydać jakimś tam ogólnikiem ale chodzi o tajną faszystowską policję polityczną OVRA. OVRA - (Organizzazione Volontaria per la Repressione dell' Antifascismo)- Organizacja Ochotnicza do Zwalczania Antyfaszyzmu lub Organizzazione per la Vigilanza e la Repressione dell Antifascismo – Organizacja Czujności i Zwalczania Antyfaszyzmu. Marcello otrzymuje od zwierzchników zadanie zabójstwa przebywającego na emigracji (w Paryżu) niewygodnego dla faszystowskiego reżimu profesora. Paradoksalnie profesor był kiedyś jego ulubionym wykładowcą i jednocześnie promotorem, dodatkowo całą sytuację skomplikuje żona profesora w której Marcello się zakochuje. Jeżeli chodzi o umiejscowienie czasowe wydarzeń w filmie, to gros fabuły rozgrywa się w Paryżu oraz Rzymie roku 1938, mamy też nawiązanie do jednego wydarzenia, jak się później okazuje z roku 1917. Film kończą sceny z 1943 roku związane z odsunięciem od władzy Benito Mussoliniego oraz powołaniem przez króla Wiktora Emanuela III rządu marszałka Pietro Badoglio.
Mit platońskiej jaskini a film "Konformista"
W filmie mamy scenę w której Marcello odwiedzając paryskie mieszkanie profesora, przytacza anegdotę na temat dawnego wykładu profesora dotyczącego mitu platońskiej jaskini. Scena bardzo ważna dla filmu, można rzec klucz do pełnego zrozumienia problematyki zawartej w fabule. Wypadałoby na początku przytoczyć sam mit, ale nie zrobię tego bo to zanadto zwiększyłoby rozmiar samej recenzji a nie o to mi tutaj chodzi, zakładam, że mit ten jest jako tako znany czytelnikom wiec uważam to za zbyteczne, jeżeli jednak ktoś nie orientuje się w temacie to w internecie znajdzie szybko i bez problemu całe mnóstwo informacji na ten temat. Znaczenie tej sceny wydaje się jednoznaczne, Marcello wyraża swoje wątpliwości, rozterki które nim targają, jednocześnie zastrzega się, że jest faszystą. Znaczenie mitu platońskiej jaskini można odczytać jako moralne i myślowe ubezwłasnowolnienie jednostki ale również całych mas. Szeroko rozumiane społeczne naśladownictwo i to nie tylko w politycznym wymiarze ale również w przyjmowaniu postaw życiowych charakterystycznych dla danych środowisk. Według Platona byty rzeczywiste są tylko odbiciem bytów idealnych, wskazuje on również na wyższość idei nad bytem materialnym. W wyżej wymienionej scenie profesor sugeruje, że niewolnicy platońskiej jaskini to ówcześni mieszkańcy faszystowskich Włoch, żyjący iluzją, Marcello dopełnia mówiąc, że ta iluzja stanie się życiem rzeczywistym i nikt nie będzie miał pojęcia o tym że jest to iluzja. Ten sam schemat można znaleźć i w innych totalitarnych reżimach, w naziźmie i komuniźmie ale również w demokracji, która daje iluzoryczne przekonanie o samodzielnym myśleniu i możliwości dokonywania wyborów (chodzi o politykę). Jeżeli chodzi o reżim totalitarny najlepszym obecnym przykładem jest Korea Północna gdzie blokada informacyjna, propaganda i już blisko 60 letnia izolacja społeczeństwa zrobiła ludziom wodę z mózgu i nauczyła pewnego modelu życia, który jest rzeczywistością dla Koreańczyków i który jak wszystko wskazuje utrzyma się jeszcze bardzo długo. Jeżeli chodzi o przykłady dla demokracji to nie trzeba daleko szukać, nasze polityczne podwórko jest tego najlepszym przykładem. Platforma Obywatelska wytworzyła taką atmosferę, że popieranie kogokolwiek innego niż oni jest przejawem zacofania czy powodem do wstydu. Bez urazy ale elektorat "postępowej" Platformy w głównej mierze opiera się na społecznym konformiźmie, lęku przed odrzuceniem i panujących trendach politycznych wzywających do normalności, która objawia się w nic nie robieniu i wygodnej społecznej postawie życia łatwiej i wygodniej, dzięki której nasz kraj tkwi i będzie tkwił nadal w maraźmie. Najlepiej zjawisko takie, lęku przed odrzuceniem czyli konformizmu normatywnego tłumaczy eksperyment Ascha do którego odsyłam wszystkich zainteresowanych. Na zakończenie rozważań związanych z mitem platońskiej jaskini, warto zwrócić uwagę na opinię Platona oskarżającą wszelkiego rodzaju autorytety za to, że żyjemy w świecie konformistycznej iluzji. Chyba Polacy jeszcze pamiętają jak Platforma robiła podbudowę dla swoich działań z poparcia owych fałszywych autorytetów?
Marcello Clerici - konformizm postaci
Warto przyjrzeć się bardziej konformizmowi filmowego bohatera. Kim tak naprawdę jest Marcello Clerici? Jest faszystą z przekonania czy z wyboru?, pospolitym zwyczajnym człowiekiem czy może indywidualistą, który wyrzekł się swojej osobowości dla wygody? Biorąc pod uwagę wszelkie jego rozterki można mieć wątpliwości czy jest faszystą, mimo, że popiera reżim i jest mu oddany. Z drugiej strony, pomimo wątpliwości i pytań pochodzących wprost z jego duszy i rozumu, jego postać wydaje się być moralnym tchórzem. Bertolucci wskazuje na jedno ważne wydarzenie w życiu Marcello, które zaciążyło na jego późniejszych decyzjach - zgwałcenie przez sodomitę w dzieciństwie i "domniemane" zamordowanie sprawcy - wspomniany wcześniej rok 1917. Reżyser dodatkowo akcentuje to w ostatniej scenie filmu, zwracając uwagę na ów fakt, jako na główną przyczynę późniejszych wyborów Marcello. Wydaje się, że gwałt sodomity czy jak kto woli homoseksualisty był bez wątpienia ciosem dla męskości naszego filmowego bohatera. W tym można upatrywać również motywację głównej postaci do zawarcia związku małżeńskiego, mającego być potwierdzeniem męskości i zmazaniem dawnego seksualnego upokorzenia oraz poszukiwaniem normalności. Ta normalność to kolejny konformizm, to kolejny aspekt do którego stara się dostosować Marcello. Najlepiej świadczą o tym dwa cytaty w filmie:
Pierwszy podczas spowiedzi:
"Chcę zbudować normalne życie, żenię się z drobnomieszczanką. Przeciętna, góra miernych pomysłów, drobne ambicje i uprzedzenia. Składa się wyłącznie z łóżka i kuchni. Normalność, staram się stworzyć moją normalność, ale to nie będzie łatwe."
drugi to słowa skierowane do Marcello przez jego kolegę:
"Jaki według ciebie jest normalny człowiek? Dla mnie to taki, który ogląda się na ulicy za ładną spódniczką i odkrywa, że nie jest jedynym który to zrobił. Cieszy się, że ludzie są tacy sami jak on. Dlatego lubi przepełnione plaże, mecze piłki nożnej i bary w centrum."
Nie bez znaczenia na wybory i zachowanie bohatera, jest również przeszłość ojca Marcello, który na długo przed dojściem faszystów do władzy działał w aparacie represji Włoch. Młody Clerici wybiera wiec drogę ojca i robi karierę w faszystowskich służbach specjalnych, zamiast poświęcić swoją wiedzę i energię czemuś wzniosłemu, do czego z pewnością miał inklinacje. Mimo, że Marcello nie budzi sympatycznych emocji, zważywszy na jego postępowanie, to jednak trudno mi osobiście ocenić go jako moralnego bankruta czy kanalię, wydaje mi się że jest to bardziej inteligentna jednostka uwikłana w historyczne uwarunkowania czasów w których żyła, dodatkowo pozbawiona wolnej woli, której to brak wynika po części z traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Nie jest to bynajmniej próba usprawiedliwienia filmowej postaci ale zwrócenie uwagi, że konformizm tak powszechny wśród współczesnych ludzi nie jest wynikiem trudnych wyborów tylko własnego widzi mi się i wspomnianej już wcześniej postawie życia łatwiej i wygodniej, no bo chyba trudno się nie zgodzić, że człowiek stoi dzisiaj przed nie lada łatwiejszymi wyborami moralnymi niż choćby 60-70 lat temu, a pomimo tego większości obecnie stąpających po ziemi ludzi trudno jest zająć stanowisko nawet w błahych sprawach, tak bardzo są uwikłani i nastawieni na osiąganie celów wyłącznie praktycznych i materialnie wymiernych, reprezentując tym samym żałosny obraz ubóstwa moralnego i umysłowego.
... i jeszcze słów kilka
Kilka słów warto poświęcić scenie morderstwa profesora, kiedy to kilku napastników zadaje ofierze kilkanaście ciosów nożami. Analogia do zabójstwa Cezara w dniu Idów Marcowych roku 44 p.n.e. jest jak najbardziej uzasadniona. Jest to również dbałość Bertolucciego o szczegóły, dodatkowo wskazanie reżysera na czerpanie przez faszyzm wzorców z historii starożytnego Rzymu. Filmowe zabójstwo profesora jest też jawnym przyznaniem się, wskazaniem (przez zasztyletowanie) na sprawców czyli faszystowskie Włochy i jednoczenie wyraźnym i brutalnym ostrzeżeniem dla przeciwników reżimu. Przy okazji warto zwrócić uwagę na najważniejsze nawiązania faszyzmu do historii i tradycji starożytnego Rzymu. Samo słowo faszyzm pochodzi od rózg liktorskich (Fasces - wiązanki rózg z wetkniętym w nie toporem) symbolu etruskiego przejętego przez Rzymian, oznaczającego władzę urzędową i karną. Ostatecznie symbol faszystowskich Włoch. Do najbardziej znanych inspiracji faszyzmu historią miasta wilczycy, należy również zamiar Benito Mussoliniego, którego marzeniem była restauracja Cesarstwa Rzymskiego w basenie Morza Śródziemnego, a którego pierwszym krokiem w tym celu była nieudana włoska inwazja w 1940 roku na państwo będące kolebką innej wielkiej śródziemnomorskiej cywilizacji czyli Grecję. Jeszcze jednym przejawem inspiracji faszyzmu starożytnym Rzymem i jednocześnie szczegółem dodającym autentyzmu w filmie jest faszystowska architektura wzorowana na klasycznym stylu architektonicznym, ale dużo bardziej surowa i zimna od starożytnej poprzedniczki. Część zdjęć kręcono w budynkach ministerialnych projektu architekta doby faszyzmu Piacentini'ego.
zabójstwo Juliusza Cezara w dniu Idów Marcowych - 15 marca 44 roku p.n.e.
Skoro poruszyłem już temat zdjęć, to warto zaznaczyć, że za niezwykłą plastyczność obrazów i ujęć odpowiada Vittorio Storaro, człowiek który w osiem lat później odpowiadał za zdjęcia do filmu "Czas Apokalipsy", co należy uznać za wystarczającą rekomendację. Dla tych, których to jednak nie przekonuje nadmieniam, że za zdjęcia Pan ten otrzymał w karierze 3 oskary.
Talent Vittorio Storaro w całej okazałości - scena wyjścia zabójców z lasu.
Podsumowując, film Bernardo Bertolucciego to wymagający intelektualnie obraz, skłaniający do refleksji, rodzący masę pytań dotyczących zachowań, którymi kieruje się człowiek. Muszę powiedzieć, że film, przez pierwsze 40 minut jest dość męczący, trzeba bardzo uważać, a fabuła nie jest nazbyt wartka by mogła nas sama utrzymać na odpowiednim poziomie uwagi. Dlatego zalecam dobre skupienie i nie poddanie się klimatowi znużenia, bo w dalszej części film jest coraz lepszy a i refleksja do jakiej skłania po jego obejrzeniu jest wprost na wagę złota. Jeżeli lubisz filmy, które poszukują odpowiedzi na trudne tematy, same zadając masę nowych pytań to szczerze polecam. Moja ocena: +9/10 lub inaczej 9,5/10 :)
Począwszy od tej recenzji niektóre filmy będą oznaczone nową kategorią - "filmy - moje top 100". Konformista zostaje oznaczony taką etykietą, podobnie jak opisywane już wcześniej na moim blogu: "Idź i patrz" oraz "Aguirre, gniew boży".
Dzisiaj recenzja klasycznego kryminału Jean'a-Pierre'a Melville'a "W kręgu zła". Warto zaznaczyć, że tytuł filmu w oryginale brzmi "Le cercle rouge" - czyli "Czerwony krąg", do niego też odnosi się rozpoczynająca film sentencja hinduskiego filozofa Ramakrishny:
"Siddhartha Gautama zwany Buddą wziął czerwoną kredę, zakreślił nią okrąg i rzekł: Kiedy ludzie mają się spotkać wszystko może się wydarzyć. Mogą podążać różnymi drogami, ale pewnego dnia nieuchronnie znajdą się wewnątrz czerwonego kręgu"
Trzeba przyznać, że mądre słowa odnoszące się do sytuacji często w dziwny sposób splatających ludzkie losy, czy to w odniesieniu do miłości łączącej nieraz dwie zupełnie nieznane sobie osoby czy też do osób spotykających się ale znajdujących się ideowo na dwóch przeciwległych biegunach, czy też do wspólników w zbrodni jak w przypadku bohaterów filmu Melville'a, których połączył mniejszy lub większy zbieg okoliczności. W tym miejscu warto powiedzieć kilka słów o bohaterach filmu. Są nimi: Corey - wychodzący z więzienia po 5 letniej odsiadce kryminalista, zagrany przez znakomitego aktora Alanina Delon'a, Vogel - zbiegły przestępca w rolę którego wcielił się znany ze spaghetti westernów Włoch Gian Maria Volonté. W rolę Jansena, byłego policjanta trawionego fobiami wcielił się słynny Yves Montand. Wszystkie te postacie to w pewnym sensie outsiderzy, których połączy wspólny cel - salon jubilerski na paryskim placu Vendome. W zupełnej opozycji do tych trzech osób stoi melancholijny inspektor Mattei w którego rolę wcielił się Bourvil, znany dużo bardziej ze swoich komicznych uzdolnień. Wszystkie te osoby spotkają się pewnego dnia w "czerwonym kręgu".
Film nie jest szybkim filmem akcji ale klasycznym kryminałem w starym stylu. Akcja jest dość powolna, czego najlepszym przykładem jest pozbawiona dialogów słynna już 25 minutowa scena napadu na salon jubilerski. Jeżeli chodzi o środki artystyczne to film charakteryzuje absolutne minimum formy, ograniczone do minimum, zdawkowe dialogi, scenografia z bardzo dużym nasyceniem zimnych kolorów. Dominują różnego rodzaju odcienie: czarnego, niebieskiego, błękitnego, szarego, beżowego i białego. Szczególne znaczenie reżyser nadał kolorowi niebieskiemu, który dominuje w filmie, jest go wszędzie bardzo dużo: niebieska winda, błękitny samochód gangsterów, niebieska tapeta w pokoju Yansena, nawet przedmioty i rzeczy, które z reguły nie są niebieskie, w filmie mają taki kolor - przykłady: dywany u jubilera (kojarzone raczej z czerwonymi wytwornymi dywanami) oraz obicie stołów bilardowych (standard to kolor zielony, w filmie niebieski lub zielony zniekształcony przez światło, wyglądający jak niebieski).
Kilka słów należy poświecić samochodom, które wykorzystano w filmie. Może się wydawać, że są one mało istotnym szczegółem ale nie jest tak w filmie Melville'a, który słynął z zamiłowania do amerykańskich samochodów. Dlatego też bohaterowie poruszają się za pomocą amerykańskiego Plymouth'a Fury z roku 1966, monstrum z silnikiem o mocy 385 koni mechanicznych. Amerykańskim samochodem poruszają się również ścigający Coreya gangsterzy. O ile dobrze rozpoznaje po charakterystycznych tylnych światłach i długim bagażniku to jest to Chevrolet Impala z 1965. Dla mnie, jako fana amerykańskich samochodów, jest to dodatkowa frajda z oglądania filmu.
Chevrolet Impala z 1965 roku
Podsumowując, film Melville'a to typowe męskie kino sensacyjne w starym stylu, nie każdemu się spodoba. Jako, że film nie jest nośnikiem żadnych ważnych wartości, ocena jest nieznacznie zaniżona, dodatkowo porównując z innymi obrazami Melville'a spodziewałem się nieco lepszego filmu. Dobry kryminał w starym stylu - moja ocena: 7/10
"Idź i patrz" to film, który ostatnio sobie odświeżyłem, film tak mocny, że pomimo iż oglądałem go ponownie po kilku latach i doskonale wiedziałem czego się spodziewać to dawka negatywnych emocji była równie wielka jak kiedyś, do tego stopnia, że spowodowała kilkudniowe pogorszenie nastroju. Brzmi nieciekawie, ale to prawda. Na początek proszę o uzbrojenie się w nieco uwagi, bo ten miażdżący film można rozpatrywać na tak wielu płaszczyznach i w tak wielu wymiarach, że można by napisać o nim pracę magisterską. Recenzja więc nie będzie krótka, postaram się opisać wszystko to, na co warto zwrócić uwagę oglądając film, przyjrzymy się kilku specyficznym scenom oraz symbolice, nie obejdzie się bez oceny historycznej i to wcale nie takiej oczywistej jak mogłoby się wydawać. Postaram się również o sformułowanie kilku tez, które cisną się na usta tuż po seansie. Na początek kilka podstawowych informacji na temat fabuły: Białoruś rok 1943, trwa niemiecka okupacja, młody chłopiec - Florya zaciąga się do oddziału partyzantów, bagaż negatywnych i brutalnych przeżyć będzie tak duży, że dziecko dojrzeje w zaledwie kilka dni. Niewinność młodego człowieka zostanie doszczętnie zniszczona w wyniku wydarzeń których będzie świadkiem, uczestnikiem i częściowo sprawcą.
Tytuł: "Idź i patrz" i Apokalipsa
Tytuł filmu w reżyserii Elema Klimowa, nawiązuje do 6 rozdziału Apokalipsy św. Jana:
I wyszedł drugi koń rydzy; a temu, który na nim siedział, dano, aby odjął pokój z ziemi, a iżby jedni drugich zabijali, i dano mu miecz wielki. … A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: idź i patrz! I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było śmierć, a piekło szło za nim; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.
Nawiązanie w tytule do Apokalipsy według św. Jana wydaje się jak najbardziej właściwe biorąc pod uwagę to co zobaczymy oglądając film. Dodatkowo powiązanie apokalipsy z najstraszliwszą z wojen, która utopiła ludzkość w morzu krwi i ognia, przyniosła niewyobrażalne barbarzyństwo i bestialstwo, jest uzasadnione.
Sceny
W dziele Elema Klimowa mamy całe mnóstwo wyjątkowych i niezwykle sugestywnych scen, które budują specyficzny klimat filmu, budzą uczucie niepokoju i wszechobecnego zła, czuć lęk przed nadciągającą, albo już obecną katastrofą, której udziałem są wszystkie postacie występujące w filmie.
pobojowisko - pierwsza scena w filmie, dwóch chłopców (w tym nasz bohater - Florya) przekopuje pobojowisko w poszukiwaniu broni, scena bardzo istotna chłopcy dopuszczają się deprawacji, naruszają spokój poległych, dla których zniszczony okop stał się ostatnią mogiłą. Dochodzi do zbezczeszczenia miejsca spoczynku poległych i ograbienia grobu. Chłopców z karabinem, dostrzega przelatujący niemiecki samolot rozpoznawczy. Wydawałoby się scena bez większego znaczenia, ale jest ona zwiastunem nadchodzącej apokalipsy. Nieodpowiedzialne zachowanie chłopców, pomimo ostrzeżeń mężczyzny, sprowadzi śmierć na rodzinę Flory. Pilot widząc cywila z karabinem wzywa oddział pacyfikacyjny do pobliskiej wioski o czym dowiemy się dużo później.
samolot - niemiecki samolot rozpoznawczy Focke-Wulf Fw 189, pojawiający się kilkukrotnie w czasie trwania filmu. Złowieszczy symbol, oko wielkiego brata przed którym nic się ukryje, samolot który pojawia się na niebie znienacka, którego delikatny pomruk silników ma moc iście hipnotyzującą. "Powietrzny demon" po którym nie wiadomo czego się spodziewać, raz pozornie nie stwarzający zagrożenia zbiera informacje, innym razem sypią się z niego propagandowe ulotki, innym razem bomby lub spadochroniarze ze specjalnych oddziałów do walki z radziecką partyzantką. Jest to również metafora - zło przed którym nic się nie ukryje, które wszystko widzi. W nawiązaniu do pierwszej sceny czyli pobojowiska - gdy kamera przedstawia widok z kabiny, pilot widzi chłopców z karabinem, w tle słyszymy audycję niemieckiego radia i po chwili niemiecki hymn - mamy wrażenie, że to cała potęga hitlerowskich Niemiec dostrzega ich czyn - odnalezienie karabinu, który posłuży do walki z okupantem.
gniazdo - Florya rozdeptuje w lesie gniazdo z jajami, widzimy szczątki jaj oraz już wykształcone małe ale jeszcze niewyklute martwe ptaszki. Scena symbolizuje zdeptaną niewinność oraz utracony dom, to co stanie się udziałem głównego bohatera już wkrótce.
bocian- ptak powszechnie uważany za symbol szczęścia, w chrześcijaństwie uważany za symbol Chrystusa. W filmie pojawia się w środowisku raczej niecodziennym dla siebie - w lesie, dzieje się to podczas ulewnego deszczu. Bocian sam przemoknięty i zmarznięty, dodatkowo pokracznie wyglądający jest symbolem cierpiącego na krzyżu Chrystusa. Pojawia się właśnie wtedy gdy Florya i Głasza przygotowują się do spędzenia nocy w naprędce wykonanym szałasie. Ptak chodź sam szuka schronienia i uważnie ogląda szałas, będzie cierpiał na deszczu jak Chrystus na krzyżu. Jako symbol wprowadza w tej scenie poczucie bezpieczeństwa. Widz ma uczucie, że w danej chwili bohaterom filmu nic nie grozi.
lalki - po przybyciu Flory wraz z Głaszą do jego rodzinnej wsi, bohater jest zaniepokojony nieobecnością matki i siostrzyczek oraz sąsiadów. Florya próbuje wytłumaczyć sobie ich nieobecność tym, że schronili się przed Niemcami na bagnach lub w lesie, jest zaniepokojony i podejrzewa najgorsze ale jego psychika broni się, próbując odpychać to co jest niemal oczywiste. Florya woli nieświadomość i złudną nadzieję, zaprasza Głasze do zjedzenia zupy, wtedy też dostrzega niedbale położone lalki swoich siostrzyczek. Niedbale ułożone lalki przypominają stos ludzkich ciał po zbiorowej egzekucji, kolejna niepokojąca informacja próbuje przeniknąć do świadomości Flory. Na jego twarzy widać narastający strach i niepokój. Scena pełna napięcia aż ciarki przechodzą po plecach. Dodatkowo w kontekście tego co zobaczy Głasza opuszczając wieś, a czego nie zauważy Florya, prawdziwe mistrzostwo.
krowa - a raczej jej śmierć. Pełna ekspresji scena śmierci zwierzęcia - zmierzch, Florya prowadzi wraz z innym partyzantem wspomnianą krowę. Nagle ciemności w których spoczywa polana rozjaśniają serie pocisków smugowych z ciężkiego karabinu maszynowego. Zwierze zostaje trafione, drgające oko w sugestywny sposób przedstawia gasnące życie. Biorąc pod uwagę po co i gdzie Florya prowadził krowę, scenę można uznać za metaforę bezsilności człowieka wobec przeciwności losu, kolejnej kłody rzuconej pod nogi przez los. Jeżeli wziąć pod uwagę Biblię co wydaje się naturalne z uwagi na tytuł filmu to krowę można porównać z wołem. Co prawda wół to wykastrowany samiec a nie krowa, ale zarówno wołu jak krowę zaliczamy do bydła domowego, dlatego takie porównanie wydaje się być uzasadnione. Wół jest w Apokalipsie św. Jana synonimem siły, dlatego też śmierć krowy można odbierać jako kolejny dowód kruchości istnienia wszystkich żywych istot, nawet tych bardzo silnych.
pacyfikacja wioski - kulminacyjna scena filmu, pacyfikacja mieszkańców wsi Pierachody, prawdziwa orgia zwierzęcej przemocy z udziałem rozradowanych nazistowskich oprawców. Scenie tej towarzyszy szczególne napięcie, przybycie jednostki Einsatzgruppen można przyrównać do apokaliptycznej szarańczy, która zjawia się szybko i po wyrządzeniu szkód równie szybko oddala się w poszukiwaniu nowego miejsca gdzie zaprowadzi grozę swojej plagi.
lori wysmukły - mogło by się wydawać, że to małe, milutkie zwierzątko jest jakimś tam dodatkiem do filmu. Zwierzątko to posiada bardzo piękne oczy i milutki pyszczek. Pomyślałem, że można je interpretować jako "zwierzę z ludzką twarzą" z Apokalipsy św. Jana, które jest synonimem śmierci. Pasowałoby to nawet do sceny w której występuje, czyli pacyfikacji wioski przez oddział Einsatzgruppen. Do tego scena gdy dowodzący akcją SS-man, głaszcze czule swojego pupila, bardzo kontrastuje ze strasznymi czynami jego podwładnych względem mieszkańców pacyfikowanej wioski. Wielu twierdzi, że relacja człowieka w stosunku do zwierząt jest miernikiem kultury i humanitaryzmu. Ja widać po tej scenie wcale nie koniecznie. Najlepszym przykładem jest sam Adolf Hitler, który uważał zabijanie zwierząt za niehumanitarne co w żadnym wypadku nie przeszkadzało mu w prowadzeniu agresywnej wojny, która pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich.
"zabić Hitlera" - jedna z końcowych scen w filmie, wzburzony i przepełniony żądzą zemsty i odwetu Florya zaczyna strzelać do portretu przedstawiającego Hitlera. Obraz staje się personifikacją samego Hitlera. Przed oczami zaczynają nam migać obrazy przedstawiające niemiecką machinę wojenną, koszmar obozów koncentracyjnych, widzimy zdjęcia z Pragi z marca 1939 roku, podpisanie układu monachijskiego, łamanie austriackich słupów granicznych podczas Anschlussu, wiece nazistów, dojście nazistów do władzy, degrengoladę w jakiej pogrążyły się Niemcy w czasach Republiki Weimarskiej, pucz monachijski, zdjęcia z frontu zachodniego I Wojny Światowej, Hitlera w mundurze cesarskiej armii, zdjęcia ze szkoły oraz Hitlera jako niemowlę siedzącego na kolanach matki. Zdjęcia są montowane w kolejności od najnowszych (tych z czasów wojny) do najstarszych (gdy Hitler był dzieckiem), towarzyszą im fragmenty niemieckiego hymnu przeplatane z "Horst Wessel Lied" (znanej też jako "Die Fahne Hoch") czy "Rajdem Walkirii" autorstwa Richarda Wagnera. Gdy Florya widzi obraz małego Hitlera z matką, przestaje strzelać, z jego twarzy znika złość, pojawia się smutek i coś w rodzaju współczucia, z oczu płyną łzy. Moment ten jest co najmniej niejednoznaczny. Sama scena następuje chwilę po tym jak Florya zdemaskował schwytanego SS-mana jako tego, który zamkniętym w szopie mieszkańcom pacyfikowanej wioski zaproponował straszny układ: „Wychodzić bez dzieci. Dzieci zostawić.” SS-man będąc świadomym tego, że zaraz zginie, nieomal w natchnieniu, zwrócił się do zgromadzonych wokół partyzantów słowami:
„Powiedziałem tak, bo wszystko zaczyna się od dzieci. Nie powinniście istnieć. Nie wszystkie narody maja prawo do przyszłości. Niższe rasy płodzą zarazę komunizmu. Nie powinniście istnieć. I misja zostanie wypełniona. Dziś albo jutro.”
I tu warto zadać sobie kilka ważnych pytań. Każdy nawet największy zbrodniarz był kiedyś niewinnym i beztroskim dzieckiem, ich zły charakter został ukształtowany przez mniej lub bardziej negatywne przeżycia. Często takie jak te które spotkały Floryę i inne, które spotkały samego Hitlera tylko w mniejszym stopniu. Czy pokrzywdzonym przysługuje prawo do zemsty i rewanżu, umacniające pamięć, która piętnuje winnych, stwarzając sytuację w której skrzywdzeni czują się moralnie na tyle silni by móc krzywdzić innych. Śmiem twierdzić, że nie mają takiego prawa. Jeżeli przyjąć jednak stanowisko, że mają prawo do zemsty, to można nawet w pewnym sensie usprawiedliwić wszystkie zbrodnie nazizmu, ponieważ upokorzone i obarczone za wybuch I Wojny Światowej Niemcy szukały rewanżu i zemsty. Kto zna trochę historię to przyzna mi rację, że za wybuch Wielkiej Wojny w dużo większej mierze odpowiedzialne są: Serbia, Austro-Węgry i Rosja ale to Cesarskie Niemcy obarczono całą odpowiedzialnością za wybuch konfliktu, nałożono wysokie reparacje wojenne, upokorzono Niemcy na arenie międzynarodowej. Stało się to podatnym gruntem dla idei nazizmu głoszonych przez człowieka z którym los nie obszedł się zbyt łaskawie - Adolfa Hitlera. Należy też spojrzeć z innej strony, czy Florya nie strzelając do wizerunku Hitlera jako dziecka ocalił swoją godność czy może jednak nie? To pytanie kieruję do ciebie czytelniku: czy gdybyś wiedział, że możesz w przyszłości ocalić miliony ludzkich istnień byłbyś w stanie zamordować dziecko??? Odpowiedź nie byłaby łatwa nawet dla etyków. Zabicie dziecka równałoby się postępowaniu nazistów, którzy uważali, że mają prawo decydować o losach i istnieniu innych narodów i jednostek a nie zabicie skazywałoby w przyszłości miliony na cierpienie i śmierć.
Można sobie również zadać pytanie nad zasadami prowadzenia wojny, czy przestrzeganie jakichkolwiek reguł ma sens? Warto przytoczyć wypowiedzi dwóch przywódców z okresu, który obejmuje historia przedstawiona w filmie.
Winston Churchill:
"III Rzeszę należy pokonać, bez względu na koszty i wszelkimi możliwymi i dostępnymi środkami, nawet za cenę pogwałcenia zasad humanitarnych"
Adolf Hitler:
"Wojna z Rosją nie może być prowadzona po rycersku. Jest to walka wynikająca z różnic ideologicznych i rasowych i musi być toczona z niemającym precedensu brakiem litości i z niesłabnącą surowością"
Obie wypowiedzi są siebie warte ponieważ z góry zakładają brak ludzkich odruchów wobec wroga. Możliwe jednak, że na wojnie nie ma miejsca na humanitaryzm??? Jeżeli skonfrontować kolejne wojny z rozwojem cywilizacyjnym i kulturowym to gołym okiem widać coraz większe barbarzyństwo w działaniach wojennych. Paradoksalnie, im dalej od starożytności i barbarzyńców, tym większe barbarzyństwo w działaniach wojennych. W starożytności głównym powodem prowadzenia wojen były podboje i żądza władzy, w średniowieczu dochodzi do tego ideologiczna rywalizacja dwóch religii: Chrześcijaństwa z Islamem, przenosząca wojnę na kolejny poziom brutalności. Wiek XVII to starcia miedzy monarchami a wewnętrzną opozycją (cwaniackie grupy interesów) np. angielska wojna domowa. Wiek XVIII to pierwsze poważne konflikty wynikające z różnic klasowych np. - rewolucja francuska. Wiek XIX - wojna secesyjna, której przyczyną notabene nie było niewolnictwo a różnice pomiędzy rządem federalnym a rządami stanowymi oraz przyczyny wynikające w pewnej mierze z odmiennych modeli życia na rolniczym południu i przemysłowej północy. I na zakończenie wiek XX w którym ideologie komunizmu, faszyzmu, nazizmu były głównym kołem napędowym wojen. Dokąd zaprowadzi nas w dłuższej perspektywie taki "postęp" w prowadzeniu wojen?
zakończenie - przed tym jak Florya zaczyna strzelać do portretu Hitlera u jego boku widzimy młodego partyzanta łudząco podobnie ubranego do naszego głównego bohatera w czasie gdy przystąpił do partyzantów. Jest to więc aluzja do tego kim jeszcze niedawno był Florya a kim jest teraz - produktem wojny ze zniszczoną psychiką, wrakiem człowieka. Nieco później widzimy Florye i nowego partyzanta na końcu kolumny marszowej wchodzącej do lasu, następnie twórca pokazuje nam leśną drogę spowitą pierwszym śniegiem i ponownie koniec kolumny w której nie ma już głównego bohatera ani nowego partyzanta. Wojna złożyła z nich kolejną krwawą ofiarę na ołtarzu swej brutalności.
Einsatzgruppen a film "Idź i patrz"
Pisząc recenzję filmu "Idź i patrz" uważałem, że nie może się obejść bez słowa komentarza odnośnie jednostek Einsatzgruppen. Bynajmniej nie mam zamiaru opisywać tu struktur organizacyjnych. Chciałem zwrócić uwagę na pewne mało znane fakty, które mogą być znane osobom interesującym się historią ale niekoniecznie laikom, a bez znajomości których trudno pojąć całe okrucieństwo hitlerowskich zbrodni. Otóż w opiniach wielu ludzi, a może i większości społeczeństwa: brutalność, sadyzm i bezwzględność są domeną ludzi prymitywnych i prostych. Jest to twierdzenie oparte w dużej mierze na stereotypach, oczywiście jest duża liczba ludzi zdeprawowanych, prymitywnych, wywodzących się z marginesu społecznego, którzy dopuszczają się ciężkich zbrodni ale bynajmniej nie posiadają oni monopolu na zabójstwa, gwałty i inne. I tu właśnie należy przytoczyć kilka informacji, które mogą niektórych bardzo zdziwić. SS-mani służący w Einsatzgruppen mogą się wydawać zwierzęcymi bestiami, prymitywami i troglodytami. Nic bardziej błędnego, dwie trzecie członków Einsatzgruppen miało wyższe wykształcenie prawnicze lub ekonomiczne, a jedna trzecia doktoraty. Najlepszymi przykładami są tu Ernst Biberstein (pastor i teolog) czy Otto Ohlendorf (doktor prawa, który skończył trzy fakultety uniwersyteckie). Podałem te informacje bynajmniej nie po to, by gloryfikować zbrodniarzy czy zmazać z nich część winny, ale po to by pokazać, że tych ciężkich zbrodni dopuszczali się ludzie wykształceni, co jeszcze bardziej niekorzystnie świadczy o oprawcach. Jeżeli do tego weźmiemy jeszcze pod uwagę liczbę osób zamordowanych przez Einsatzgruppen na froncie wschodnim wynoszącą około 1 250 000 ofiar i skonfrontujemy to z wąską grupą sprawców tych czynów, wynoszącą około 3,5 tyś. ludzi, to wyłania się nam porażający obraz zbrodni.
Będę powoli zmierzał do końca mojej recenzji. Na zakończenie kilka słów o aktorze grającym główną rolę, muzyce, oraz swoistej demoniczności świata przedstawionego w filmie. W rolę młodego Flory wcielił się 15 letni Aleksiej Krawczenko, który spisał się znakomicie, mimika jego twarzy oddawała wszelkie cierpienia, których stał się uczestnikiem. Główny bohater często porażony nagłą afazją spogląda niewidomymi oczyma na świat którego umysł nie jest w stanie zaakceptować. Aż dziw, że wspaniała gra nastoletniego Krawczenki nie została nagrodzona Oskarem. Odnośnie muzyki, warto zwrócić uwagę, że w filmie wykorzystano utwory wielkich niemieckich kompozytorów: Requiem - Lacrimosa autorstwa Wolfganga Amadeusza Mozarta (utwór pojawia się po pacyfikacji wsi na zakończenie filmu) czy wspomniany już wcześniej "Rajd Walkirii" skomponowany przez Richarda Wagnera. Jest to w pewnym sensie zwrócenie uwagi i zarazem pewne niezrozumienie tego, że tak potwornych czynów dopuścili się Niemcy, przedstawiciele narodu o wysokiej kulturze, powszechnie uważanego za naród filozofów, poetów i kompozytorów. Warto zaznaczyć, że największy rozkwit kultura niemiecka przeżywa w okresie romantyzmu i neoromantyzmu. Jest to o tyle istotne, że romantyzm a zwłaszcza późniejszy neoromantyzm daje początek ideologii zwanej volkizmem, będącej ważnym czynnikiem kształtującego się nazizmu lat dwudziestych XX wieku. Dzieło Klimowa jest pełnym symboliki i niezwykle sugestywnym obrazem wojny będącej Pandemonium, siedzibą Szatana. Siła filmu tkwi w dosłowności przedstawionej historii, ale również w specyficznej niejednoznaczności, gdzie wszystkie elementy odnoszą się do czegoś, co znajduje się poza nimi. Świat przedstawiony przez Klimowa jest iście demoniczny, wszystko za sprawą dużego realizmu przedstawianych obrazów: surowej białoruskiej przyrody (bagna, iglaste lasy, podmokłe łąki), uwydatnienia ludzkiej brzydoty (ludzie brzydcy jak z obrazów Brueglów) wszystko to sprawia wrażenie, że Świat jest jakimś upiornym, odrażającym miejscem a człowiek marną istotą.
"Pandemonium" obraz Johna Martina z 1841 roku, wyobrażenie centrum piekła według "Raju utraconego" Johna Miltona
Podsumowując, film "Idź i patrz" to wstrząsający obraz na długo zapadający w pamięć, jeden z najlepszych filmów wojennych, jednocześnie jedno z największych dzieł w historii kina. Skłaniający do refleksji nad człowiekiem, nad sensem historii i celowością dziejów. Należy znać. Wielkie kino, moja ocena: 10/10
słynna scena w której Florya strzela do portretu Hitlera
fragment Lacrimosa mszy żałobnej Requiem autorstwa Wolfganga Amadeusza Mozarta
Postanowiłem, że od tej recenzji będę dodawał specjalną informację dotyczącą panoramicznego obrazu. Obejrzałem już bardzo wiele filmów na 42 calowym panoramicznym telewizorze i mogę stwierdzić, że niektóre tytuły, których jest zaledwie kilka, zyskują inny wymiar niż gdyby oglądało się je na zwykłym telewizorze lub ekranie komputera. Będzie to informacja dodawana do filmów, które uważam, że powinno się bezwzględnie obejrzeć na takim ekranie. Oglądając obraz Klimowa na takim ekranie ma się nieodparte wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach mających miejsce w filmie. Informacja dedykująca dany film dużym ekranom panoramicznym będzie zamieszczana zawsze na końcu recenzji i będzie zaopatrzona w poniższy obrazek (16:9).
Dzisiaj spotkanie z kinem japońskim a konkretnie z pierwszym obrazem wyreżyserowanym przez Takeshi Kitano, z filmem „Brutalny glina” zrealizowanym w roku 1989. Na początek kilka słów na temat okoliczności w jakich film powstał. Realizację filmu powierzono Kinji Fukasaku (współautor słynnego filmu "Tora! Tora! Tora!"), który skłaniał się do przedstawienia przemocy i brutalności w sposób naturalny. Producenci uznali jednak, że obraz Fukasaku jest zbyt brutalny, reżyser upierał się przy swoim stanowisku w wyniku czego dyplomatycznie pozbawiono go wpływu na film. Realizację powierzono Takeshi Kitano, który notabene grał w realizowanym filmie główną rolę. W ten właśnie sposób aktor stanął przed szansą wyreżyserowania pierwszego filmu w swojej karierze, jak się później okazało nie ostatniego. Powstał film dużo bardziej brutalny niż się spodziewano, a Kitano zaprezentował próbkę swego geniuszu.
Bohaterem filmu „Brutalny glina” jest jak sam tytuł wskazuje policjant - buntownik Azuma, naginający przepisy, stosujący brutalne metody , wszystko po to by lepiej zwalczać przestępczość. Na myśl przychodzi oczywiście schemat charakterystyczny dla filmów o Brudnym Harrym. Tyle tylko, że film Kitano nie kończy się happy endem, jak w przypadku filmów z Clintem Eastwoodem. Zderzenie postawy policjanta, któremu ewidentnie zależy, z normami i zasadami państwa prawa, uniemożliwiającymi skuteczną walkę z bezwzględnymi przestępcami, prowadzi do wydalenia bohatera z szeregów policji. Azuma nie przebiera w środkach i z równą stanowczością i brutalnością rozprawia się z ulicznymi chuliganami, sutenerami czy członkami Yakuzy. Te nietypowe metody nie będą się podobały jego nowemu przełożonemu, który jak wyniknie na końcu filmu najpewniej był skorumpowany i który dbał o dobrą opinię policji w prasie (sprawa zamordowanego kolegi Azumy, który handlował narkotykami z policyjnego składu, a którego śmierć szef policji uznał za samobójstwo tylko po to by informacja o policyjnym dealerze nie przedostała się do prasy i by nie ucierpiało dobre imię komendanta).
"Brutalny glina" wpisuje się w nurt yakuza movies, filmów charakteryzujących się szczególną brutalnością w porachunkach międzyludzkich. Scen przemocy jest sporo i są one wyjątkowo krwawe, sam efekt krwi jest bardzo realistyczny i momentami poraża widza. Odnośnie muzyki, to jej autorem jest Daisaku Kume. Utworów nie jest zbyt wiele, ale są one niezwykle klimatyczne i dobrze pasują do scen i obrazów, którym towarzyszą. W pamięci zapadają szczególnie dwa motywy: klasyczny japoński i drugi z saksofonem w tle, który mnie osobiście skojarzył się z muzyką autorstwa Bernarda Herrmanna z filmu "Taksówkarz". Oba utwory powtarzają się w filmie wielokrotnie ale bynajmniej nie nużą. Kamera raczej statyczna. Dialogi bardzo dobre, szczególnie te wygłaszane w stosunku do żółtodzioba, pełne ironii i specyficznego poczucia humoru Azumy. Jeżeli chodzi o konstrukcje filmu to warto zwrócić uwagę na dwie bliźniaczo podobne sceny - pierwsza przedstawiająca idącego do pracy Azumę, druga, kończąca film przedstawiająca jego następcę na stanowisku, zmierzającego nie na komendę ale do swojego nowego mocodawcy. Warto również zwrócić uwagę na słowa komendanta wypowiedziane do Azumy w jednej z wcześniejszych scen: "Musisz być sprytny". W końcowej scenie następca Azumy odbierając stosowną kopertę, mówi do swojego nowego "szefa" -: "Jestem sprytny". I już wiemy o jaki rodzaj sprytu chodziło. Film ma więc gorzką wymowę, gorsza, zła strona Świata zwycięża. Azuma będący w pewnym sensie idealistą ponosi klęskę w starciu z Yakuzą oraz bezsilną i skorumpowaną policją.
Podsumowując debiut reżyserski Takeshi'ego Kitano wypada bardzo dobrze. Otrzymujemy bardzo sprawnie zrealizowane artystyczne kino sensacyjne z pewnym przesłaniem. Podobnie jak w innych filmach Kitano, o których będzie jeszcze mowa na moim blogu, główny bohater jest postacią tragiczną i ponosi całkowitą klęskę. Warto, bardzo dobre kino. Moja ocena: 8/10
charakterystyczny japoński motyw muzyczny bardzo często pojawiający się w filmie, jednocześnie wspomniana scena, przedstawiająca Azumę idącego do pracy.
Herakles to pierwszy film w długiej karierze Wernera Herzoga. Nakręcony w 1962 r. obraz jest krótkometrażowym filmem dokumentalnym poddającym krytyce kult macho. Herzog piętnuje kulturystykę oraz przesadną męską chęć posiadania pięknej sylwetki mającą swe źródła w mitologii greckiej i rzymskiej. Na początek trochę o konwencji filmu - na ekranie widzimy ćwiczących kulturystów, co jakiś czas autor raczy nas pytaniem retorycznym, wydawało by się, że chce byśmy sobie sami odpowiedzieli, ale są to pytania na które odpowiedź jest oczywista i brzmi ona; Nie! Nie! Nie! Nie!!! NIE!!!! i jeszcze raz NIE!!!!!. Pytania mają na celu skłonienie odbiorcy do przemyśleń na określony temat i tak też się dzieje. Oglądając film miałem nieodparte wrażenie, że te całe ich ćwiczenia tylko po to by zostać później górą mięsa są całkowicie bez sensu. Wiadomo, że każdy dba o swój wygląd tak jak uważa, ale ja nie odczuwam potrzeby wyglądania jak przerośnięty nosorożec, dużo bardziej liczy się dla mnie dobre samopoczucie związane z uprawianiem aktywności ruchowej mającej na celu poprawę wydolności. Dlatego też wolę intensywną jazdę na rowerze i przebywanie na świeżym powietrzu niż kiszenie się na siłowni przesiąkniętej potem.
wielu współczesnych prześcignęło Heraklesa jeżeli chodzi o budowę ciała, boskich mocy jednak w dalszym ciągu nie posiadają :)
Autor wykorzystał w swoim krótkim obrazie mitologiczną postać Heraklesa oraz motyw dwunastu prac jakimi został ukarany upadły heros. Wszystko odbywa się na zasadzie konfrontacji: - ćwiczących osiłków Herzog konfrontuje z pytaniem dotyczącym jednej z dwunastu prac Heraklesa. Jak można się domyśleć "pakerzy" nie mają szans w starciu z mitologiczną legendą, a na naszej twarzy maluje się jedynie uśmiech politowania nad ich bezsensownymi wysiłkami. Na plus należy uznać, że każda z prac Heraklesa, która jest zawarta w pytaniu została przedstawiona w sposób symboliczny - np. klacze Diomedesa zostały przedstawione za pomocą sportowych samochodów oraz dramatycznego nagrania z kraksy podczas wyścigu 24 godziny Le Mans z roku 1955, kiedy to Mercedes kierowany przez Pierre'a Levegha uderzył w tłum widzów, zabijając ponad 80 osób. Ptaki stymfalijskie zostały zobrazowane za pomocą próbnych bombardowań przeprowadzanych przez samoloty bojowe takie jak Republic F-105 Thunderchief, North American F-100 Super Sabre i Republic F-84F Thunderstreak. Przedstawienie sportowych samochodów i samolotów bojowych oraz ich atrybutów nieokiełznanej mocy; samochodowych silników o mocy kilkuset koni mechanicznych oraz silników odrzutowych i ich zestawienie z naprężonymi mięśniami i napuszonymi sylwetkami współczesnych "herkulesów" jest rodzajem zabawnej ale jakże wyrafinowanej drwiny.
Herakles walczący z ptakami stymfalijskimi
samoloty Republic F-105 Thunderchief - filmowe ptaki stymfalijskie
Republic F-84F Thunderstreak - kolejny filmowy ptak stymfalijski
Warto zwrócić uwagę na wizjonerski i ostrzegawczy charakter filmu. Gdy w 1962 roku Herzog realizował "Heraklesa" kult ciała i dobrego wyglądu nie był tak powszechny w popkulturze jak jest obecnie. Na powstanie tego obłąkańczego kultu złożyło się wiele czynników: rewolucja seksualna, wzrost zainteresowania sprawami związanymi z ludzkim ciałem, płciowością. Upowszechnienie się naturyzmu. Nie bez znaczenia było również rozpowszechnianie się w latach 70 sportowego dopingu i sterydów, które pchnęły amatorską kulturystykę na kolejny poziom ale głupoty. Duża w tym zasługa sportowców z NRD którzy uzyskiwali znakomite wyniki stosując doping. Do tego należy dorzucić prężny rozwój przemysłu pornograficznego który pokazał ludzi "pięknych" i "sprawnych seksualnie" będących dla wielu wzorem do naśladowania. Czynnikiem dopełniającym stał się w latach 90 internet i rosnąca liczba stron poświęconych gwiazdom Hollywood oraz wzrost liczby ogłupiających programów dla nastolatków. Obrazu dopełnili sportowi terminatorzy, którzy zdominowali sportowe rozrywki w różnych dziedzinach na kilka lat. Najlepszym przykładem jest tu "nowy Bóg" pewien stale uśmiechający się teksański kowboj, który 7 razy z rzędu wygrał Tour de France i stał się medialnym "Herkulesem" świata sportu. Pokłosie tych nadmiernych i niezdrowych fascynacji mamy dzisiaj: przerośniętych osiłków dla których siłownia jest jedynym pomysłem na życie, młode dziewczyny cierpiące na bulimię i anoreksję, sterydziarzy z różnymi problemami zdrowotnymi, całą masę pseudosportowców korzystających z dopingu, ukrytych pod plakietką profesjonalnych i zawodowych sportsmenów. Do tego należy zaliczyć uwagi mediów bądź prasy na czyjś wygląd - najlepszy przykład to osoba tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, któremu nie szczędzono chamskich uwag pod adresem jego wyglądu tak jakby normalny wygląd wykluczał możliwość sprawowania urzędu. Warto również zwrócić uwagę na nieco przeciwny ale jednak też lansujący nurt starający się narzucić ogółowi wzorzec zniewieściałego mężczyzny czego najlepszy przykładem jest uwielbiany przez wielu Cristiano Ronaldo. Kolejnym wynikiem pędu za doskonałym ciałem są "plastikowi ludzie" - panie z sylikonowymi piersiami, botoksowymi twarzami czy panowie którzy zdecydowali się na powiększenie atrybutu męskości.
Na zakończenie moich rozważań na temat filmu i tematyki z nim związanej, warto zwrócić uwagę na pewne jak mi się wydaje powiązanie kultu ciała i dobrego wyglądu z niesławną ideologią czyli nazizmem. Pewnie wielu wyda się to naciąganym argumentem ale cała współczesna pogoń za doskonałym ciałem hołduje nazistowskim ideałom nadczłowieka. Co niemożliwe, czy też nieprawdopodobne??? Prawdziwe i to jak najbardziej. Kolejnym dowodem jest to z jakim entuzjazmem przyjęto w Polsce film "300", jaka nastąpiła fascynacja Spartą. Sparta, która jest starożytnym odpowiednikiem III Rzeszy, gdzie kalekie i chore dzieci zrzucano ze skał, gdzie hołdowano tężyźnie fizycznej, fanatyzmowi i poświęceniu, gdzie nie było miejsca dla słabych. Sparta, która jest zaprzeczeniem demokracji, uosobieniem despotyzmu, państwem którego wkład w rozwój kultury i sztuki był znikomy i zdecydowanie najmniejszy z wszystkich greckich polis. Widać marzenie o pięknym, doskonałym i niezwyciężonym człowieku jest ciągle żywe, tylko skrywa się za płaszczykiem hipokryzji dzisiejszych czasów. Ironicznie powiem, że bohaterami podobnego filmu mogliby zostać żołnierze Waffen SS, fanatyczni, oddani sprawie, często walczący z większym poświęceniem i bohaterstwem niż Spartanie pod Termopilami, a i zapomniałem nierzadko przystojni mężczyźni. Wypisz wymaluj Spartanie XX wieku.
"Geniusz zwycięstwa" autorstwa Adolfa Wampera - typowy przykład sztuki III Rzeszy
"Denkmal der Arbeit" - "Monument pracy" - kolejny przykład rzeźby okresu III Rzeszy
wystawa w Haus der Deutschen Kunst (Domu Sztuki Niemieckiej) - kolejne przykłady ekshibicjonistycznej sztuki III Rzeszy
Podsumowując, bardzo ciekawy film dający do myślenia, czego wynikiem jest ta recenzja. Pisząc ten teks nie starałem się być obiektywny, subiektywizm pozwala nieraz bardziej dogłębnie spojrzeć na dany problem i sprawić, że klapki z oczu spadną odsłaniając prawdziwą i często niezbyt strawną prawdę. Oczywiście dbanie o wygląd jest ważne ale jeżeli staje się "kultem ciała" to już jest niedobrze. Nie może to być celem życia i głównym miernikiem otoczenia. Miernikiem otoczenia powinna być osobowości człowieka. Bardzo dobre kino, moja ocena: 8/10